Cztery Łapy

border collies / yorkshire terrier
Tu jesteśmy:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą frisbee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą frisbee. Pokaż wszystkie posty

Lipiec zaczął się rozstaniem. Rozstaniem z Aviczem, najdłuższym w naszym wspólnym życiu. 
Na początku lipca musiałam odbyć obowiązkowe praktyki, do tego musiałam pojawiać się w pracy - dwa pełne etaty, co dawało ok. 16-18 godzin poza domem. Doba nie chciała się rozciągnąć i jedyne wolne godziny wykorzystywałam na sen. Wracałam, prysznic, do łóżka i znowu wszystko od początku. Był to dla mnie bardzo ciężki okres, i nie wyobrażam sobie, żebym mogła pozwolić Avii na tak długie siedzenie w domu, brak spacerów i zajęcia. Pojechała więc na wakacje do Warszawy, do mojej drugiej połówki :) 
Miałam codzienne relacje i wiedziałam że ma tam najlepiej na świecie. Przy okazji zaobserwowaliśmy ciekawe zjawisko. Zawsze po dłuższej przerwie kiedy Avia nie widzi Paco, warczy na niego, odgania i nie chce się z nim bawić. Broni mnie i uważa że nie przystoi się wygłupiać, w końcu jest poważnym dorosłym borderem. Po kilku dniach widać jak stopniowo pęka i się przełamuje, zaczyna odwzajemniać zaczepki Paco i zabawa rusza na całego. Po moim wyjeździe przez pierwszy dzień było bardzo podobnie - lecz już następnego dnia beze mnie bawiła się z Paco, nie broniła nawet przed nim jedzenia (!!!) i wszystkie 'sucze' zachowania zniknęły. Jak tylko wróciłam wszystkie stare nawyki wróciły. Wniosek taki, że nie rozchodzi się o jej charakter ("ona tak ma") tylko chodzi o moją osobę... Córeczka mamusi... :) ;)

Przyjeżdżając po nią zaliczyłyśmy przy okazji super spacer połączony z treningiem obi. Rodzinne spotkanie (Avia, półsiostra i półbrat, oraz Paco - kuzyn) dało nam dużo motywacji i natchnienia, by wrócić znowu do obedience. Monika - właścicielka półsiostry Avii dała nam dużo cennych wskazówek, które powoli wcielamy w życie, i o dziwo są efekty ;)

 

 

Po powrocie do Gdańska cieszyłyśmy się swoją obecnością, zaliczyłyśmy kilka fajnych spacerów, Avia rozpoczęła też sezon kąpielowy i przypominała sobie, że umie pływać ;)


A za chwilę nadeszły one... zawody! Jak zwykle nie miałyśmy czasu się przygotować i poszłyśmy na żywioł wykonując przed zawodami całe dwa treningi od kilku miesięcy. Były to pierwsze nasze zawody w nowej formule, o której pisałam TUTAJ. Wtedy myślałam, że jedyną konkurencją w której się odnajdziemy będzie ThrowNGo. Frizgility (połączenie frisbee i agility) raczej do mnie nie przemawiało i byłam sceptycznie nastawiona. Zapisując się jednak na zawody zgłosiłam się do tej konkurencji, stwierdzając że raz kozie śmierć, spróbować trzeba.

fot. Michalina Studzińska

Na pole startowe wyszłam z dużym Panem Stresem. Nie był to jednak stres na tyle paraliżujący jak przed występem freestyle z przed roku, tak więc coś tam udało nam się zrobić. Na tyle dobrze, że...


Na 51 osób znalazłyśmy się w TOP10 zajmując 5 miejsce! Nigdy nie spodziewałabym się takiego obrotu sprawy, tym bardziej w "nie mojej" konkurencji ;)  Ale Avia kocha agility, kocha hopki, frisbee również uwielbia, to zdecydowanie konkurencja stworzona dla niej, połączenie dwóch dyscyplin w których ona się odnajduje i ma z tego wielką frajdę.

fot. Michalina Studzińska

 fot. Fotografia na cztery łapy
Następnego dnia wyszłyśmy na ThrowNGo. Zajęłyśmy miejsce 26/61. Również bardzo ładnie i poprawnie, chociaż nie patrząc na wynik a sam występ - to obiektywnie rzecz biorąc było przeciętnie - ja rzucałam krzywo, Avia łapała co mogła, trochę nie łapała, i tak jakoś czas nam uciekł nie wiadomo kiedy. Mam bardzo szybkiego psa i to nas ratowało :) Uwielbiam tą moją czekoladę, ona zawsze daje z siebie wszystko i jest zadowolona z każdego występu, niezależnie od wyniku. Nawet mój stres jej nie gasi, nie zniechęca, ona pędzi po dysk i niczym się nie przejmuje.

fot. Fotografia na cztery łapy

fot. Fotografia na cztery łapy

Na zawodach miała futro jak prawdziwy show, obrosła ostatnimi czasy strasznie, a kilka dni temu postanowiła, że zacznie to z siebie zrzucać - zaczynamy więc misję wyczesywania i codziennego odkurzania ;)

fot. Tomasz Mońko


Dużo się u nas ostatnio dzieje, w najbliższych tygodniach postaram się napisać coś więcej :) Na zakończenie - TUTAJ znajduje się filmik z zawodów :)


Wczoraj w świecie polskiego frisbee zawrzało. Poznaliśmy nowe zasady i konkurencje startowe obowiązujące na tegorocznych zawodach dog frisbee. Zupełnie nowa formuła, inne wymagania i sposób oceniania teamów. Czytając regulamin widać wywrócenie wszystkiego do góry nogami - jestem bardzo ciekawa czy te zmiany się przyjmą i jak zmieni się podejście zawodników do frisbee. Wszystko zweryfikują najbliższe zawody...

Sezon na frisbee w pełni. Od piątku do dnia dzisiejszego trwają zawody Dog Games Sopot. Trójmiasto po raz kolejny przywitało wielu znakomitych frizbowych zawodników. Niestety, ja musiałam zadowolić się relacjami, zdjęciami i filmikami najbliższych startujących mi osób - w ten weekend musiałam być w pracy, a Avia zamiast łapać frizbiacze siedziała sama w domu...

Poznań 2012. Mistrzostwa Europy dog frisbee podczas kolejnej edycji Dog Chow Disc Cup. Wyruszam w podróż z Lilą i Andrzejem - znajomymi z Lublina, biorę z sobą Lucky'ego. Czuję niesamowite podekscytowanie; po raz pierwszy zobaczę tylu psiarzy, po raz pierwszy obejrzę freestyle na żywo i po raz pierwszy poczuję atmosferę DCDC. Mam jednak do wykonania jeszcze Tajną Misję ;)

Jest takie magiczne słowo, które niezależnie od okoliczności (godziny, miejsca, stanu zmęczenia) wybudza bordera z najgłębszego snu, zapala iskierki w oczach i uruchamia turbodoładowanie ogona. Frisbee. I o tym niepozornym krążku będzie dzisiejszy wpis.


Aviczkowy filmiczek - trochę frisbee, trochę sztuczek, kilka urywków z naszego życia, trochę obi (chociaż może to za dużo powiedziane, bo filmik jest filmikiem i ma to do siebie że jest piękny, a naprawdę różnie bywa ;) ).
Zapraszam :) Oglądajcie w HD!



Ostatnio z Avią byłyśmy na seminarium z Darkiem Radomskim. Dotyczyło ono motywacji, było podzielone na część teoretyczną i praktyczną i trwało dwa dni.
Miałyśmy okazję pod czujnym okiem Darka pokazać naszą pracę i poddać się jego surowej ocenie ;)
Czas na podsumowanie wakacji :)

Lipiec minął nam głównie na długich spacerkach, wizytach nad jeziorem, spacerach po lesie i łąkach, w międzyczasie odwiedzaliśmy nasz klub na weekendach agilitowych, gdzie Lucky miał okazję sobie pobiegać torki, które do najłatwiejszych nie należały (jak dla nas) :)


 

Sierpień z kolei, to bardzo dużo nowych wrażeń, czas podróży i obozów :)
Ale po kolei...

DCDC Poznań (10-12.08)

Mieliśmy okazję być z Lucky'm na naszych pierwszych zawodach frisbee (oczywiście w roli widzów ;) ). Pierwsze zawody, i to nie byle jakie, bo Mistrzostwa Europy :) Świetna atmosfera, świetni ludzie, genialne występy - wrażenia nie do opisania! Lucky bardzo ładnie się zachowywał, tłumy ludzi i psów nie robiły na nim najmniejszego wrażenia :) Mieliśmy okazję też spotkać się z znanymi nam wcześniej osobami, i poznać zupełnie nowe twarze :) Było nam bardzo szkoda, gdy zawody dobiegły końca, ale tak naprawdę dla nas wakacje dopiero się zaczynały...

Lucky & Adek :)

Lucky na DCDC :)


Po DCDC ruszyliśmy w drogę do Annówki! Piękne miejsce, lasy, jeziorka, spokój, cisza, no i rewelacyjny  plac treningowy, gdzie codziennie odbywaliśmy treningi :)

13-17.08 - Obóz agility & frisbee & obi - Turnus VI

Zostaliśmy przydzieleni do 4-osobowego pokoju, jednak przez nieobecność niektórych obozowiczów ostatecznie oprócz mnie i Lucky'ego w pokoju byli jeszcze Monika z Magicem i Eliza z Sinusem, których serdecznie pozdrawiamy! :) Bardzo było miło być w takim zacnym borderowym towarzystwie :) 
Zajęcia prowadzone były przez Wandę Ratajczyk (agility) i Paulę Gumińską (frisbee). 
Na agility Lucky początkowo nie chciał skakać, omijał przeszkody (GRAFowe różnią się trochę od "naszych" z TNT, widocznie Lucky słabo generalizuje i nowe przeszkody + nowe miejsce + nowi ludzie i psy to było dla niego za dużo jak na początek). Później natomiast bardzo ładnie się rozkręcił i przyzwoicie biegał różne kombinacje torków :) Dzięki zajęciom frisbee, a właściwie dzięki Pauli uwierzyłam natomiast w mojego psa! Tak, mój pies lubi się szarpać (nie do uwierzenia jakie postępy zrobił, patrząc na to co było jeszcze kilka miesięcy temu! :) ), poskakał nawet trochę do frisbee (nie myślałam że kiedykolwiek będzie to możliwe... a jednak!), poszarpał się nimi, a to wszystko dzięki radom Pauli :) Paula ma duży dar przekazywania wiedzy, do każdego zespołu podchodzi indywidualnie, i co bardzo ważne - potrafi świetnie motywować - zarówno psa, jak i jego właściciela :D Mamy zamiar stosować się dalej do jej wskazówek, a czy nam się uda i jakie będą tego efekty - zobaczymy :)


Najpiękniejsze oczy świata! :)

Poniższe zdjęcia fot. Monika Ołubek :)






19-23.08 Obóz obedience z Joanną Hewelt 

Kolejny obóz, kolejne pracowite dni spędzone w Annówce :) Tym razem do naszego pokoju dołączyli: border collie Hippis, sheltie Fraszka, i hovawart Zula :) Lucky pod okiem ekipy Na Fali miał okazję doszkalać się obikowo, a także spróbować swoich sił w poszukiwaniu zaginionego człowieka w lesie, czy tropieniu 'zgubionych' przedmiotów. Był to świetnie spędzony czas - Falowcy mają zawsze do przekazania ogrom wiedzy i za każdym razem po spotkaniu z nimi wynoszę coś nowego oraz mam do przemyślenia parę kwestii na temat współpracy mojej i Lucky'ego :) Bardzo, bardzo inspirują, motywują i zachęcają do dalszego działania!
Przerobiliśmy większość ćwiczeń obikowych, począwszy od aportu, przez zmiany pozycji, skok przez przeszkodę, wysyłanie do kwadratu, po szukanie patyczków (tak więc Lucky miał okazję spróbować i ćwiczeń z wyższych klas posłuszeństwa :) ), nie zapominając jednak o podstawach czyli balansie pomiędzy jedzeniem a zabawką czy wymianie zabawek z jednej na drugą :)



Ostatniego dnia organizowane były obozowe zawody obedience. Każdy pies miał do pokonania tor, w którym musiał pokazać się z jak najlepszej strony. Same ćwiczenia nie różniły się od tych wykonywanych na prawdziwych zawodach - jednak niektóre były nieco ułatwione, a dodatkowym plusem było to, że można było psa nagradzać! :)
Pierwsze ćwiczenie - zostawanie na czas 1 minuty. Niestety pierwsze zadanie, i pierwsza porażka - nie minęło 10 sekund, a Lucky zaczął wyciągać szyję, bo poczuł jakiś zapach. Zanim zdążyłam zareagować Laki  wstał i wyszedł poza dozwolony obszar, co sprawiło, że dostaliśmy 0p ;) Następnie było chodzenie przy nodze z zwrotem w lewo lub prawo - Lucky bardzo ładnie sobie poradził, mnie natomiast zjadły nerwy ;) Następne - przywołanie! To co było w tym zadaniu najtrudniejsze, i czego najbardziej się obawiałam - tuż obok prostej którą przebiegać miał pies rozłożone były różne rozproszenia - piłka, saszetka ze smaczkami i worek parówek! Byłam niemal pewna, że Lucky czując TAKIE zapachy w powietrzu zignoruje moje wołanie i pobiegnie do jedzonka. Spotkała mnie miła niespodzianka - Lucky na moje wołanie przybiegł wprost do mnie, nie rozglądając się nawet na boki, tak jakby nie zauważając tego co leży na wyciągnięcie jego pyska! Jestem z niego bardzo dumna, to nasz największy sukces tych mini-zawodów! Z tej radości zapomniałam całkiem, że zaraz po przywołaniu powinien dostawić mi się do nogi, tak więc zakończyliśmy ćwiczenie na samym podbiegnięciu do mnie, i uciekło nam sporo punktów :( Ale nie to jest najważniejsze, liczy się nasz wielki osobisty sukces przywołaniowy :) Kolejne zadanie - podniesienie koziołka. Lucky bez problemu podniósł koziołek z ziemi i wytrzymał z nim chwilkę dopóki go nie zwolniłam :) Następne i ostatnie były zmiany pozycji - jako że nie mamy ich wypracowanych poszło nam średnio - czyli Lucky wykonał to co miał wykonać (siad-waruj-stój), lecz z dużą pomocą z mojej strony ;)


Cały Lucky, czyli kochamcięmocnoaledajmijużtożarcie :) Mała sprężynka :)

Po podliczeniu punktów okazało się że razem z Lucky'm, ku mojemu zaskoczeniu i zdziwieniu zajęliśmy...
III miejsce! Stając tym samym na podium :) Pierwsze miejsce należało do border collie, drugie do sheltie, więc tym bardziej cieszy, że mój mały terrierek załapał się na pudło z łowczarkami :) Jestem bardzo dumna, nie tylko z wyników, ale przede wszystkim z tego jak super mój pies sobie poradził :) Ja natomiast wypadłam dużo gorzej, stres spowodował, że zachowywałam się inaczej niż podczas treningów, wkradły się pewne rzeczy które nie powinny mieć miejsca i z których nie jestem zadowolona ;) Tak więc takie zawody to świetna okazja do sprawdzenia nie tylko psa, ale przede wszystkim siebie - doskonale pokazują nad czym trzeba się skupić i co należy przepracować :)



Dwa tygodnie minęły bardzo szybko... za szybko. Żal było wyjeżdżać z magicznej Annówki, przykro było rozstawać się z tymi ludźmi których się poznało oraz psiakami dla których się wszyscy tam zebraliśmy. Ostatnie mizianko borderowych rezydentów Annówki, ostatnie spojrzenie na plac treningowy, na pokój, w którym się spało, i salon, w którym wieczorami odbywały się psiejskie rozmowy... jeszcze tylko upchnięcie ostatnich rzeczy do plecaka, zarzucenie go na plecy, wzięcie Lucky'ego pod ramię, głośne westchnięcie i cicha myśl: ,,Na pewno tu jeszcze wrócimy..."