Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca z psem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca z psem. Pokaż wszystkie posty
Witajcie w Nowym Roku!
Nowy Rok to czas, w którym nachodzą nas refleksje, robimy podsumowania, przegląd ostatnich miesięcy. Dużo przyswojonej wiedzy na seminariach? Pierwsze zawody? Nauczenie sztuczki z którą długo nie mogliśmy się uporać? Każdy z nas ma swoje osobiste, mniejsze lub większe sukcesy.
Znając siebie i innych psiarzy nie sposób jednak spocząć na laurach - chcemy więcej i zapewne terminarz na 2016 macie już wypełniony po brzegi planami :)

Sezon na frisbee w pełni. Od piątku do dnia dzisiejszego trwają zawody Dog Games Sopot. Trójmiasto po raz kolejny przywitało wielu znakomitych frizbowych zawodników. Niestety, ja musiałam zadowolić się relacjami, zdjęciami i filmikami najbliższych startujących mi osób - w ten weekend musiałam być w pracy, a Avia zamiast łapać frizbiacze siedziała sama w domu...
Borderówka ma już 46cm wzrostu, nie wiem ile waży, ale moje ręce które dźwigają ją codziennie kilkanaście razy dają mi do zrozumienia, że Avia jest już całkiem spora ;)
Co robimy? Ostatnio zaczęłam wprowadzać jakieś sztuczki: ukłon oraz zaczęłyśmy cofanie. Jest prześmieszna w swoich zachowaniach podczas pracy z klikerem, do tego wykonuje tysiąc ruchów na minutę i ciężko jest mi się przestawić po Lucky'm, który pracuje nieco inaczej ;) Chochlikowi częściej zdarza mi się źle (tzn. za późno) kliknąć, ups... musimy się jeszcze zgrać w tym temacie, bo jeśli dobrze jej się klika, to bardzo szybko łapie co ma robić.
Oprócz tego podstawy. Jakiś czas temu, gdy była młodsza, podczas pracy z nią na pustym boisku nagle zjawiło się dwóch chłopaków by pograć w piłkę. Avia pracując nie zwracała na nich uwagi, lecz gdy dałam jej komendę zwalniającą, zauważyła i usłyszała PIŁKĘ. Zanim zdążyłam zareagować (nie spodziewałam się że może mi tak zrobić...) dała w długą podbiegając do chłopaka który miał piłkę, po czym spoglądała raz na niego raz na piłkę z miną 'kopnij mi ją'. Oczywiście nie reagowała na jakiekolwiek moje wołanie :( Ogólnie przywołanie mamy dobre, ale ta sytuacja pokazała mi, że pewne rozproszenia to jeszcze za dużo i trzeba je przepracować.
Następne wizyty na boisku były coraz lepsze: odwołała się na przykład od biegnącego dziecka, wystartowała za nim, ale w połowie drogi się wróciła :)
Ostatnio spotkałyśmy się z borderem Hippisem. Spacer krótki, ale rodzinka (taaak, Hippis i Chochlik to daleka rodzinka :) ) miała okazję się spotkać i poznać :) Tym razem na boisku również były osoby, które grały w piłkę. Aviczek-Chochliczek pięęęęknie się odwoływał, i mimo że ciągneło ją mocno w stronę piłki, to nie wymknęła mi się spoza kontroli ani razu. UFF!
Z Lucky'm natomiast ćwiczę nadal zmiany pozycji. Na tym się na razie głównie skupiamy i działamy nadal w kierunku obi :) Poza tym spacerujemy, odpoczywamy, relaksujemy się ;)
Mamy upały, więc po spacerach najlepszą rzeczą jest wodaaa!
Wspólne mokre burki :)
A my... zaczynamy pakowanie, i w czwartek wyruszamy do Gdyni do Hodowczyni Chochlika, następnie w weekend czekają nas zawody DCDC w Sopocie! Jeśli też się wybierasz, i gdzieś przypadkiem nas zauważysz - podejdź! :)) Do zobaczenia!
Ostatnio byłam z Lucky'm i z Chochlinką w lubelskiej galerii, a to z okazji Międzynarodowego Dnia Dogoterapii. Dookoła całej galerii były poustawiane różne psie stoiska: psy do adopcji, stoisko z psami które zajmują się dogoterapią oraz stoisko z szkołą dla psów - czyli my i nasz klub Temperament. Wyglądało to tak:
Przy okazji można zobaczyć, że oba moje psiska zostały 'twarzami' marki TNT Temperament ;) I reklamują ją zacnie na plakatach, wizytówkach i ulotkach!
Po praz pierwszy odważyłam się wziąć dwa psy w podróż pociągiem. Miałam straszne wizje i myśli że nie ogarnę dwóch psów na raz, jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. W pociągu była cisza, natomiast w samej galerii bardzo dzielnie i jedno i drugie siedziało w klatce. Siedziały pojedynczo lub razem bez problemu. Może to dziwne, ale bardziej bałam się w tym względzie o Lucky'ego; Chochlinka jest przyzwyczajona do klateczki i bardzo ładnie się w niej zachowuje, potrafi włączyć off'a w każdym miejscu, natomiast Lucky to taki typ, który musi wszystko zwiedzić, zobaczyć, wszędzie go pełno, ma dużo energii i zazwyczaj nie ma zamiaru odpoczywać w obcym miejscu.
Zadaniem psów było wytrzymywać mizianie ludzi, oraz Lucky dodatkowo biegał agility, robił pokazy posłuszeństwa i sztuczek. Tak jak pisałam wcześniej oba moje psy lubią ludzi, inaczej nie wystawiałabym ich na parogodzinne mizianie obcych im osób. Papiś miał świetny socjal, odnalazła się w nowym miejscu znakomicie. Trochę niepewnie zareagowała na dzieci stukające balonami, ale poza tym była świetnie na mnie skupiona, bardzo ładnie też się szarpała ignorując wszelkie rozproszenia :))
Lucky...puchnę z dumy mając takiego psa. Kazałam mu usiąść przed bannerem widocznym na zdjęciu powyżej, po czym sama odchodziłam spory kawałek, tak że ja go widziałam on mnie nie. Grzecznie siedział na zostań, nie zerwał ani razu - obok przechodzili ludzie dziwiąc się że ten pies tak sam. Siedzi. Przy bannerze. Właścicielki nie widać, a on siedzi. Siedzi jak posążek i robi za żywą reklamę ;)
Jednocześnie uświadamiam sobie ile pracy, ile czasu, ile cierpliwości kosztowało mnie dojście do tego co on teraz prezentuje. Sporo wysiłku który się opłacał. Teraz mam porównanie - psa 'czytam Ci w myślach' (Lucky), który już zna mnie na wylot; i psa 'wytłumacz mi czego ode mnie wymagasz a ja to zrobię' (Chochlinka), która poznaje magiczne działanie klikera oraz inne tajemne sztuki i dopiero uczy się tego 'czytania w myślach' :)
Patrzę sobie na tą moją borderową sucz, z którą zaczynam to wszystko od początku i... z jednej strony jest to niezwykle motywujące/fascynujące móc uczyć psa bez jakichś utartych (złych) nawyków, zapisywać tą czystą kartkę i móc robić lepiej, unikając błędów popełnionych z poprzednim psem. Z drugiej jednak strony, boję się bardzo co przyniesie przyszłość, czy podołam wyzwaniu, czy uda mi się wychować ją na fajnego bordera? Zostawanie, tak wypracowane z Lucky'm - z małą trzeba zaczynać znów - kroczek, dwa, zmiana tempa, wydłużanie czasu, dodawanie rozproszeń, łączenie tego w jedną całość - dużo pracy! Podobnie z innymi rzeczami. Musiałam odkurzyć pokłady cierpliwości i wyrozumiałości - bo o ile jestem przyzwyczajona że mówię coś Lucky'emu i on to robi, tak Chochlikowi muszę zmniejszyć kryteria, muszę modyfikować swoje plany, by nie wymagać od niej zbyt dużo. Jednak mam w sobie motywację, praca z nią daje mi dużą satysfakcję, a możliwość wykorzystania tego co nauczyłam się na Lucky'm, i jednocześnie nauczenia się nowych rzeczy jest niezwykle inspirująca! :)
Jeśli mam być szczera, bałam się że i mnie dopadnie widoczny często syndrom 'pierwszego psa sportowego'. Jeszcze przed przyjazdem Korbo-Aslanki do mnie zapowiedziałam hodowczyni i znajomym: jeśli w którymkolwiek momencie zauważycie że przeginam, to powiedzcie mi o tym. Czyjąś pracę łatwiej ocenić, ja samej czasami mogę nie zauważyć że robię coś źle/za dużo. Sama się jednak zdziwiłam, bo nie czuję parcia by codziennie uczyć nowej sztuczki ;) Pilnuję się bardzo by robić tyle na ile ją w danej chwili stać; kończyć sesje w odpowiednim momencie itd... Zobaczymy jak będzie dalej ;))
To już dwa tygodnie od kiedy małe czekoladowe jest u mnie! :)
Chochliczek jest bardzo uroczym stworzonkiem. Pracuje chętnie za jedzonko, uwielbia wszystko od suchej karmy, po serek czy parówki, ale zabawki i szarpanko również nie jest jej obce i bardzo to lubi.
Niestety (?) wykazuje dużą miłość do wszystkich ludzi, pieski też bardzo lubi, o ile nie szczekają zbyt głośno ;) Tym sposobem wszystkie moje psy w ilości sztuk dwie łączy miłość do jedzenia i miłość do człowieków (co jak wiemy ściśle się łączy, w końcu człowieki posiadają jedzenie ;) ). Nie wiem czy to dobrze czy źle, na pewno czasami bywa uciążliwe, ale... no właśnie, wolę w tą stronę, niż miałyby być przesadnie nieufne/agresywne.
Co robimy? Tak naprawdę niewiele, siad, dotykanie nosem ręki, klatkowanie, przywoływanie, trochę samokontroli, zostawanie (na kilka kroczków na razie, ale dla mnie jest to bardzo ważna komenda, Lucky ma ją nauczoną perfekcyjnie [kto nie widział polecam zobaczyć filmik z pokazów lubelskiej wystawy kilka postów temu], bardzo bym chciała by Avia również posiadła tą umiejętność, aczkolwiek wiadomo - powoli, nie wszystko od razu :) ). Uczymy się chodzić na smyczy, uczymy się cierpliwości przy różnych pielęgnacyjnych zabiegach - staram się co jakiś czas przeczesywać ją szczotką by była przyzwyczajona, grzebię jej w uszach by zmienić plasterki, wycinam włosy przy opuszkach łap, zaglądam w zęby itd...
Socjalizacja. Do tej pory jechała już kilka razy samochodem i pociągiem, busem, został nam chyba tylko do przerobienia autobus. Bawiła się z psami dorosłymi i szczeniakami, małymi i dużymi, poznała też chomika. Dorośli, młodzież, dzieci (nawet takie 1.5 roczne) nie są jej obce i do wszystkich jest przyjazna, do małych dzieci stara się być delikatna. Ruch uliczny, gwar i hałas również poznała, była też na miejscowym festynie i ostatnio na seminarium obi (byliśmy jako obserwatorzy). W obcych miejscach potrafi się położyć i po prostu sobie spać, nie przeszkadza jej nawet w tym burza ;) Musimy jedynie popracować nad pewnością siebie podczas gdy inne psy szczekają donośnie (a jak jest dodatkowo ciemno i tych psów nie widać to już całkiem jest strasznie).
Jak na razie nie wykazuje w ogóle zainteresowania pogonią za rowerami czy samochodami, i mam nadzieję że jej tak zostanie. Od kilku dni (a ma w tej chwili 11.5 tygodnia) nie robi już w domu, nawet na podkłady, które nadal są rozłożone w razie potrzeby. Siada pod drzwiami pokoju i siedzi... czekając na wyjście na dwór, raz też chyba pisnęła, także ładnie zaczyna sygnalizować że musi wyjść. Przesypia całą noc w klatce, budzi mnie bardzo różnie, zazwyczaj pomiędzy 6-9 rano. Nie jest takim szczeniakiem który gryzie wszystko i wszystkich - jak na razie nadpoczęła trochę dywan ale był to jednorazowy przypadek, czasami zdarza jej się złapać za nogawkę czy rękę ale nie jest to nagminne i uciążliwe.
Z opisu wynika, że Chochliczek to szczeniak idealny - no i prawie tak jest, ale tak długo wyczekany papiś nie mógł być problemowy; za tyle oczekiwania należy mi się SuperSzczeniak ;))
Jednak pomimo tego, że jest naprawdę fajna i cudowna i piękna, zaczęłam jeszcze bardziej doceniać Lucky'ego. Spacery z nim są przyjemnością, mogę się totalnie wyłączyć, nie myśleć o niczym, zrelaksować i odpocząć :) Papiś potrzebuje jednak stałej uwagi, kontroli, przewidywania, czasami zachęty by iść dalej, tak więc muszę być stale czujna.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jako że ostatnio pojawiły się głosy że nie poinformowałam - to tym razem piszę wcześniej - 9 czerwca zamierzamy być na lubelskiej wystawie psów, ciągle się zastanawiam z jakim psim składem pojadę, Avikowi przydałaby się socjalizacja z szczekami dookoła, natomiast jeśli wezmę Lucky'ego to wystąpi on tradycyjnie w pokazach naszego klubu. Zobaczymy, w każdym bądź razie gdyby ktoś również się wybierał, to będzie można nas wypatrywać :)
Chochliczek jest bardzo uroczym stworzonkiem. Pracuje chętnie za jedzonko, uwielbia wszystko od suchej karmy, po serek czy parówki, ale zabawki i szarpanko również nie jest jej obce i bardzo to lubi.
Niestety (?) wykazuje dużą miłość do wszystkich ludzi, pieski też bardzo lubi, o ile nie szczekają zbyt głośno ;) Tym sposobem wszystkie moje psy w ilości sztuk dwie łączy miłość do jedzenia i miłość do człowieków (co jak wiemy ściśle się łączy, w końcu człowieki posiadają jedzenie ;) ). Nie wiem czy to dobrze czy źle, na pewno czasami bywa uciążliwe, ale... no właśnie, wolę w tą stronę, niż miałyby być przesadnie nieufne/agresywne.
Prawie w ogóle nie robi też przyczajek, zdarza jej się jedynie kiedy skrada się do Lakiego :P Wtedy robi przyczajkę, powoli, powoooli, by tuż przed samym Lucky'm zrobić HOP i skoczyć na niego radośnie ;))
W ogóle radosny z niej szczeniaczek, dzień bez zacieszu jest dniem straconym, uśmiecha się często, co również bardzo mi się podoba (w końcu Lucky to też taki wesołek).
Świetnie dogadują się z Lucky'm. Wiele razy dziennie szarpią się zabawkami, kotłują i ganiają po pokoju. Fajnie się to obserwuje i bardzo jestem szczęśliwa że mimo różnicy wzrostu potrafią się bawić z wyczuciem.
Z opisu wynika, że Chochliczek to szczeniak idealny - no i prawie tak jest, ale tak długo wyczekany papiś nie mógł być problemowy; za tyle oczekiwania należy mi się SuperSzczeniak ;))
Jednak pomimo tego, że jest naprawdę fajna i cudowna i piękna, zaczęłam jeszcze bardziej doceniać Lucky'ego. Spacery z nim są przyjemnością, mogę się totalnie wyłączyć, nie myśleć o niczym, zrelaksować i odpocząć :) Papiś potrzebuje jednak stałej uwagi, kontroli, przewidywania, czasami zachęty by iść dalej, tak więc muszę być stale czujna.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jako że ostatnio pojawiły się głosy że nie poinformowałam - to tym razem piszę wcześniej - 9 czerwca zamierzamy być na lubelskiej wystawie psów, ciągle się zastanawiam z jakim psim składem pojadę, Avikowi przydałaby się socjalizacja z szczekami dookoła, natomiast jeśli wezmę Lucky'ego to wystąpi on tradycyjnie w pokazach naszego klubu. Zobaczymy, w każdym bądź razie gdyby ktoś również się wybierał, to będzie można nas wypatrywać :)
Kolejna pracowita niedziela za nami :)
Piękny słoneczny dzień, wystawa i pokazy Temperamentu, w których mieliśmy okazję również w tym roku uczestniczyć. Rok temu biegaliśmy agi, teraz robiliśmy posłuszeństwo i sztuczki. Teraz poszło nam lepiej, ja byłam spokojniejsza i mniej się stresowałam, co korzystnie wpłynęło też na Lucky'ego, a i sztuczki/obi to coś w czym Lucky lepiej się czuje niż na hopkach.
Lucky ładnie pracował, jestem z niego bardzo zadowolona. Co prawda znam swojego psa na tyle, by wiedzieć że to co pokazał to nie był 100% jego możliwości, bo kiedy chce to potrafi pracować z większą iskrą w oku, i większym zapałem, ale był skupiony, robił to o co go prosiłam i jak zawsze machał wesoło ogonkiem, tak więc nie mogę narzekać.
Załapaliśmy się na zdjęcie w galerii "Te psy są niesamowite" ;)
http://wiadomosci.wp.pl/gid,15513393,gpage,7,img,15513484,kat,355,title,Wystawa-psow-w-Lublinie,galeria.html?ticaid=11077f
Oraz na filmik. Lakuś jest w 3:50, aczkolwiek warto obejrzeć też innych naszych klubowych mistrzów ;)
Nie ma co patrzeć na nasze sztuczki, bo na filmiku są pokazane jedynie momenty gdzie nagradzam psa, a nie same sztuczki które pokazywaliśmy ale trudno :P Za to grupowe przywołanie to mistrzostwo :))
Bałam się, że Lucky zerwie, że nie wytrzyma będąc obok innych psów i zostając dłuższą chwilę. Chyba nie doceniłam mojego psa, bo zrobił coś zupełnie innego, sami zobaczcie (3:50):
http://www.youtube.com/watch?v=IuhpXclHZCQ&feature=share
Lakuś biedny nie usłyszał wołania, bo patrzył się na inne psy, nie na mnie, tak więc podczas gdy inne psiaki wesoło biegły do swoich właścicieli, Lucky... siedział. I ani myślał się ruszyć :D To dopiero nazywa się zostawanie w rozproszeniach - tłum ludzi, głośno, gwarno, huczy nagłośnienie, obok psy które dopiero co leżały a teraz bieeegną ile sił w łapach, a Lucky oaza spokoju, "mam siedzieć to siedzę", przetrzymał wszystko ;) Ku uciesze widowni, która zaczęła się śmiać razem ze mną ;) Gdy już usłyszał moje wołanie, szybciutko się poderwał i przybiegł :)
Cóż mogę napisać... Mały ciałem wielki duchem yoras :)) ♥
Wczoraj mieliśmy okazję uczestniczyć w seminarium obedience prowadzonym przez Patrycję Kowalczyk.
Cóż mogę napisać...
Pogoda była okropna, deszcz, zimno, wietrznie, nieprzyjemnie. Oczywiście Mały Książe stwierdził, że on wyprasza sobie, ale w takich warunkach pracować nie będzie! I nawet na położonej wykładzinie nie chciał usiąść. Poprosiłam więc Patrycję, by na drugie wejście schować się do pomieszczenia - było ono zastawione różnymi sprzętami, dlatego inne psy pracować tam nie mogły, ale jako że Lucky nie potrzebuje zbyt wiele miejsca mógł skorzystać z tego przywileju i pracować na wolnym kawałku podłogi ;)
Tak więc w pierwszym wejściu na dworze nie zrobiliśmy praktycznie nic, w drugim Lucky ładnie się włączył i pokazał jak umie zmieniać pozycje :) Udało nam się pokazać też nasz problem namber łan - wyprzedzanie przy chodzeniu przy nodze, oraz drobny problem z aportem. Dostaliśmy rady, wskazówki, wiemy co robić dalej, także czas wziąć się do pracy. Czekam na cieplejsze dni by móc przenieść się z treningami na dwór, bo na razie głównie dłubiemy sobie w domu. Seminarium bardzo udane (chociaż uważam że właśnie przez tą pogodę nie wykorzystaliśmy go w pełni - ale niestety, mimo traktowania 'yorka jak psa' nie jestem w stanie przeskoczyć pewnych jego barier. Fajnie byłoby pojechać jeszcze na jakieś na semi z Patką, ale tym razem w cieplejszych miesiącach ;) ) , towarzystwo bardzo fajne, Lucky oczywiście żebrał od każdego jedzenie - norma. Ogólnie mówiąc - udany dzień, fajnie było móc popracować pod okiem Patrycji, która podobnie jak grono innych osób trafia na listę osób u których się jeszcze kiedyś pojawimy :))
Dwa zdjęcia, z pracy w pomieszczeniu, więc cieeeemno i nic nie widać
Mała aktualizacja:
Udało nam się jednak zdobyć zdjęcia z semi :)
No właśnie...
Ostatnio zostałam zapytana przez pewną osobę, która psa nie posiada, Lucky'ego bardzo lubi, lecz psami się ogólnie nie interesuje - "Po co ty właściwie go szkolisz? Po co rzucasz mu frisbee, po co ćwiczysz dostawianie do nogi, do czego jest ci to potrzebne, nie wystarczy mu zwykły spacer, nie możesz z nim po prostu wyjść i iść nic nie robiąc?"
Na takie pytania nigdy nie wiem jak odpowiedzieć - dla mnie to jest tak naturalne i oczywiste, że aż dziwne że ktoś tego może nie rozumieć :) Jedna osoba zbiera znaczki, druga interesuje się samochodami i swój pojazd ciągle "ulepsza" i dba o niego, wydając nie rzadko dużo pieniędzy za coś, co ja uznałabym jako nieprzydatne, bo na samochodach nie znam się w ogóle... Kolejna interesuje się modą i kolekcjonuje ubrania i buty, wydając na nie fortunę. Lecz o ile zainteresowanie znaczkami, samochodami czy modą ludzie akceptują i rozumieją ("Fajnie że masz hobby/pasję!" - itd), tak przyznanie się do zainteresowania szkoleniem psa/psów jest przyjmowane często z niedowierzaniem, niezrozumieniem i zdziwieniem. No bo jak to tak szkolić psa?! Co w tym fajnego, ciekawego? Interesowanie się motoryzacją to pasja, hobby, wyrażanie siebie; interesowanie się szkoleniem psów to uczenie banalnych cyrkowych sztuczek które nie mają sensu - tak jest to postrzegane.
Fakt, dla obserwatora "z zewnątrz" bez sensu wydawać się może dłubanie nad prostym dostawianiem do nogi, ani to spektakularne, ani widowiskowe. Dla takiego człowieka jest to po prostu nudne. Ale to czasem detale decydują o wrażeniu ogólnym, i myślę że tu i zgodzą się z tym zarówno psiarze, jak i zapaleni kierowcy, którzy szukają wymarzonego auta, oraz osoby które interesują się modą i wykańczają swój strój odpowiednimi dodatkami.
Świadomość społeczeństwa o tym jak się powinno postępować z psem ("Pani pies to taki grzeczny i mądry, mój to gryzie meble i roznosi dom!" -"A ile pani z nim spaceruje, ile czasu mu poświęca?" -"Nooo, dwa spacerki dookoła bloku po 15 min mu wystarczą, na więcej nie mam czasu") jest bardzo niska. Mam wrażenie że i tak w ostatnich latach się to poprawiło, ale to nadal kropla w morzu... Ludzie nie zdają sobie sprawy, nie rozumieją że biorą pod dach żywą istotę, a nie kolejny mebel. Częstym widokiem jest pies na łańcuchu, przy budzie, smutny, opuszczony, sfrustrowany i zdany na siebie. Skoro człowiek nie jest w stanie zapewnić mu godnych warunków, podstaw niezbędnych do przyzwoitego psiego życia, to jak możemy wymagać od tych ludzi szkolenia, zrozumienia psiej psychiki, sygnałów uspokajających?
Wracając do tego nudnego dostawiania do nogi... Dla mnie praca z psem to olbrzymi relaks, sposób na spędzenie wolnego czasu, poznania także nowych ludzi. To niesamowita radość z każdego kroku do przodu, to uczenie pokory, cierpliwości, wyrozumiałości. W stosunku do psa, ale z przełożeniem na życie codzienne i na ludzi również. Praca z psem nie jest przewidywalna, nie można sobie wszystkiego zaprogramować, trzeba być elastycznym, dopasować się do danego dnia, bo bywają momenty gdzie twój idealny pies przestaje być idealny. Należy stale analizować, jak zrobić lepiej, szybciej; jak stworzyć więź opartą na wzajemnej relacji i nie stracić jej; jak utrzymać motywację i radość psa z pracy z nami, by ambicje i wygórowane wymagania nie przesłoniły nam oczu.
Pracowanie z psem to układanie puzzli, w dodatku takich bardzo małych, podobnych do siebie i z niepasującymi elementami. Ciężko jest je ułożyć, czasami biorąc do ręki jeden element wydaje nam się że będzie idealnie pasował do układanki, bo czym gdy go tam przykładamy do całości okazuje się że to była pomyłka, i trzeba szukać dalej. Potrzeba sporo pracy, by ułożyć obrazek z tych właściwych kawałków, odrzucając te zbędne. Ale gdy już je ułożymy, to efekty będą zdumiewające. Z psem też szuka się właściwej drogi, popełnia się błędy, które na szczęście w większości można naprawić, "odrzucając" to niepasujące i szukając nowego sposobu na znalezienie właściwego "puzzla".
Dla mnie uczenie Lakiego nowych rzeczy jest przyjemnością, patrzenie jak on myśli, kombinuje, jak wspólnymi siłami udaje nam się osiągnąć cel - te chwile są bezcenne. Robię to z pasji, nie z przymusu, tymczasem innym ciężko jest w to uwierzyć... Oczywiście nie należy się tym przejmować i trzeba robić swoje, w końcu to nasze życie, i to my o nim decydujemy - inni nie muszą nas rozumieć :) Ważne aby nasze psy nas rozumiały ;)
A dla Was czym jest praca z psem? I przywołując tytuł notki: po co to wszystko?
Udało nam się zdobyć kilka zdjęć z Lakusiowej pracy :)
Lucky biega tunele, próbuje uczyć się slalomu, oraz oswaja się z kładką i huśtawką. A najśmieszniejsze jest to, że strefy są dla niego takie duże, a może raczej on jest tak mały w porównaniu do długości strefy, że bez problemu przez nie przedreptuje kilkakrotnie ;) (chociaż obawiam się że tylko na razie). A huśtawka (położona na ziemi na niewielkim podwyższeniu, tak by tylko trochę była ruchoma) z wielką trudnością się przeważa, jak te rozpędzone dwa kilo psa na nią wbiegnie ;) Ja się uczę natomiast ogólnego ogarnięcia, zmian itp, a przy tym ciągle boję się że pies zamiast wbiec w tunel przeleci obok (co miało miejsce), i ja go wtedy rozdepczę (co na szczęście się nie zdarzyło).
W międzyczasie obok "adżiliti" trenujemy dalej posłuszeństwo. Tu już obecnie idzie nam gorzej, gdyż zimne, błotniste czy śniegowe podłoże nie jest najprzyjemniejsze dla Lakusia, w efekcie czego odmawia siadania, o warowaniu nawet nie wspominając.
Pracuje nam się bardzo fajnie, jedyne co mnie najbardziej denerwuje to "wyłączanie się" psa od czasu do czasu, a wygląda to tak że Lucky biegnie biegnie tunel, zgarnia smaczka/piłeczkę w nagrodę, po czym radośnie biegnie na drugi koniec placu, z nosem przy ziemi, bo wyczuł tam cudze smaczki. I węszy, węszy, i szuka... A takie znalezione, czyjeś żarcie jest ogromną pokusą i czymś tak pysznym, że moje motywatory w saszetce nie mają szans. Czyjeś zawsze lepsze... A wyniuchane na ziemi smaczki które są za free bo nie trzeba biegać, myśleć, gimnastykować się i wykonywać komend aby je zdobyć są jeszcze fajniejsze. Na szczęście do innych psów mi nie zwiewa (chyba że do ich właścicieli, którzy mają smaczki!). Poza tymi drobnymi szczegółami radzi sobie jak na yorka całkiem dobrze i mimo wszystko jestem z niego dumna. :)
Ostatnio na psich blogach (m.in tu: PTYŚ czy tu BINGO , ale również w innych miejscach ) popularny jest temat "Bycia najlepszym" oraz " "Mania" najlepszego psa pod słońcem". Ostatnio też się nad tym zastanawiałam...
Z Luckym miałam o tyle 'dobrze', że podczas gdy on był radosnym szczeniaczkiem ja o szkoleniu wiedziałam niewiele (chociaż teraz też nie wiele wiem :) ) - znałam co prawda kliker i 'zasady jego działania', lecz nie skupiałam się na 'podstawowych podstawach'. Bardziej fascynowało mnie to że piesek umie podać łapkę, zrobić 'papa', czy obrót ;) A tak naprawdę bardzo niewiele ćwiczyłam z nim posłuszeństwa jako takiego. W każdym bądź razie wracając do tematu, o szkoleniu wiedziałam niewiele, więc Lucky był prowadzony przeze mnie tak bardziej intuicyjnie, nie wszystko robiłam dobrze, część rzeczy całkiem nieświadomie bardzo w nim zepsułam, co nieco udało nam się naprawić, ale nie wszystko - jednak myślę że robiłam z nim tyle ile powinnam robić jeśli chodzi o pracę umysłową. Bo tą niewątpliwie miał zapewnioną już od pierwszych dni u mnie w domu - jednak tak jak wspomniałam - nie było to na zasadzie presji i ciśnienia 'my musimy być najlepsi', bardziej było to na zasadzie fun'u i zabawy.
Właścicielka Bingo napisała: "Biorąc Bingo miałam ambicje i wiele planów, pomysłów na przyszłość.", właścicielka Ptysia: "Moim marzeniem było Frisbee.(...)". A ja... ja biorąc psa nie miałam wielkiej świadomości o psich sportach (podejrzewam że gdybym wtedy przed wzięciem Lakiego, a byłam w wieku gimnazjalnym, zobaczyła te filmiki z super-psami łapiącymi frisbee czy biegającymi w agillity to też miałabym wielkie plany zawojowania świata ;) ) - a tak... z moją świadomością i ówczesną wiedzą wybrałam YORKA. Bo mały, bo lepszy na pierwszego psa, bo rasa jest 'ogólniedostępna', i można kupić szczeniaczka w każdej chwili (niestety, nie miałam wtedy też wiedzy o hodowlach i rodowodach...). Nie miałam planów startowania z nim gdziekolwiek, nie wiedziałam wtedy czego go będę uczyła, to wszystko wychodziło spontanicznie. Wzięłam psa dlatego że chciałam mieć psa samego w sobie - bez dodatkowych idei z tym związanych. I tak pojawił się Lucky. Muszę powiedzieć, że biorąc 'pierwszego lepszego' szczeniaka z pierwszej lepszej "hodowli" trafiła mi się perełka. Chętny do pracy, posiadający naturalny aport od szczeniaka (który mu baaardzo zepsułam niestety), skoczny, nieustraszony, nie boi się wysokości, nowych powierzchni, łatwo przystosowuje się do nowych sytuacji - mogłabym jeszcze tak wymieniać. A mógł mi się równie dobrze trafić york z zniszczoną psychiką - lękliwy, bojący się wszystkiego, jakich to przecież nie mało po świecie chodzi. Natomiast Lucky nigdy tak naprawdę nie sprawiał mi poważnych problemów. Do tych sztuczek które z nim robiłam nadawał się znakomicie i spełniał moje ówczesne wymagania w 100%. Później jak się dowiedziałam o ogólnych zasadach frisbee, to mu rzucałam rollerki i on biegł i mi je z powrotem przynosił, więc moja radość była ogromna :) Nie było z mojej strony żadnej presji, żadnych nacisków by miał piękną technikę skoku, odrywał zadek od ziemi itd - wystarczyło mi tylko że pobiegł, wziął w pyszczek, wrócił. I tyle ;)
Dopiero od września tego roku, kiedy Lakiemu właśnie stuknął 3 rok życia zaczęliśmy chodzić na szkolenie. I uczyliśmy się wszystkiego od podstaw, całej pracy w rozproszeniach i mnóstwie bodźców odwracających uwagę. Jednak może przez to że tak naprawdę dopiero zaczynamy naszą prawdziwą przygodę ze szkoleniem, i że to dzieje się właśnie teraz, a nie wcześniej, podchodzimy do tego na luzie. Robimy wszystko w swoim tempie, nie spieszy nam się nigdzie. Do bycia mistrzami też nam się nie spieszy. Tak jak pisałam Lucky to taki mały diamencik, ale nieoszlifowany ;), więc dobre podstawy mamy, teraz tylko trzeba je ukierunkować na właściwy tor.
Oczywiście, stawiamy sobie poprzeczki i nowe wyzwania, ćwiczymy, staramy się, ale jeśli nie dziś to jutro też jest dzień. Nauczyłam się patrzeć na Lakiego przez pryzmat jego predyspozycji i możliwości - wiem na co go stać, i nie porównuje go do czołowych zawodników frisbee/agility/obedience, a do niego samego. To że wróci pięknie na moje "do mnie", to że idzie ładnie przy nodze, skupi się na mnie ignorując inne psy, albo że będzie lepszy na treningu niż tydzień temu - to nasze małe-wielkie osobiste sukcesy :)
P.S. Aha. Jeśli odebraliście ten post jako 'to że z szczeniakiem robiłam sztuczki a dopiero w wieku 3 lat zabrałam się za posłuszeństwo to wyszło nam na dobre, więc każdemu to polecam', to przepraszam, nie to było moim zamiarem ;) Tak to mogło zabrzmieć, lecz z moim drugim psem pierwszeństwo będzie miało posłuszeństwo, a sztuczki to rzecz drugorzędna. Jednak z Lakim wyszło akurat to w odwrotnej kolejności, ale czasu nie cofnę. Mogę tylko teraz zabrać się za to co zostało nam do zrobienia. A jeżeli już o tym mowa, to Pan York nadal dzielnie ćwiczy na dworze, mimo deszczowej i ogólnie bardzo nieprzyjemnej pogody! I to nasz kolejny własny sukcesik :))


