Czas na podsumowanie wakacji :)
Lipiec minął nam głównie na długich spacerkach, wizytach nad jeziorem, spacerach po lesie i łąkach, w międzyczasie odwiedzaliśmy nasz klub na weekendach agilitowych, gdzie Lucky miał okazję sobie pobiegać torki, które do najłatwiejszych nie należały (jak dla nas) :)
Sierpień z kolei, to bardzo dużo nowych wrażeń, czas podróży i obozów :)
Ale po kolei...
DCDC Poznań (10-12.08)
Mieliśmy okazję być z Lucky'm na naszych pierwszych zawodach frisbee (oczywiście w roli widzów ;) ). Pierwsze zawody, i to nie byle jakie, bo Mistrzostwa Europy :) Świetna atmosfera, świetni ludzie, genialne występy - wrażenia nie do opisania! Lucky bardzo ładnie się zachowywał, tłumy ludzi i psów nie robiły na nim najmniejszego wrażenia :) Mieliśmy okazję też spotkać się z znanymi nam wcześniej osobami, i poznać zupełnie nowe twarze :) Było nam bardzo szkoda, gdy zawody dobiegły końca, ale tak naprawdę dla nas wakacje dopiero się zaczynały...
Lucky & Adek :)
Lucky na DCDC :)
Po DCDC ruszyliśmy w drogę do Annówki! Piękne miejsce, lasy, jeziorka, spokój, cisza, no i rewelacyjny plac treningowy, gdzie codziennie odbywaliśmy treningi :)
13-17.08 - Obóz agility & frisbee & obi - Turnus VI
Zostaliśmy przydzieleni do 4-osobowego pokoju, jednak przez nieobecność niektórych obozowiczów ostatecznie oprócz mnie i Lucky'ego w pokoju byli jeszcze Monika z Magicem i Eliza z Sinusem, których serdecznie pozdrawiamy! :) Bardzo było miło być w takim zacnym borderowym towarzystwie :)
Zajęcia prowadzone były przez Wandę Ratajczyk (agility) i Paulę Gumińską (frisbee).
Na agility Lucky początkowo nie chciał skakać, omijał przeszkody (GRAFowe różnią się trochę od "naszych" z TNT, widocznie Lucky słabo generalizuje i nowe przeszkody + nowe miejsce + nowi ludzie i psy to było dla niego za dużo jak na początek). Później natomiast bardzo ładnie się rozkręcił i przyzwoicie biegał różne kombinacje torków :) Dzięki zajęciom frisbee, a właściwie dzięki Pauli uwierzyłam natomiast w mojego psa! Tak, mój pies lubi się szarpać (nie do uwierzenia jakie postępy zrobił, patrząc na to co było jeszcze kilka miesięcy temu! :) ), poskakał nawet trochę do frisbee (nie myślałam że kiedykolwiek będzie to możliwe... a jednak!), poszarpał się nimi, a to wszystko dzięki radom Pauli :) Paula ma duży dar przekazywania wiedzy, do każdego zespołu podchodzi indywidualnie, i co bardzo ważne - potrafi świetnie motywować - zarówno psa, jak i jego właściciela :D Mamy zamiar stosować się dalej do jej wskazówek, a czy nam się uda i jakie będą tego efekty - zobaczymy :)
Najpiękniejsze oczy świata! :)
Poniższe zdjęcia fot. Monika Ołubek :)
19-23.08 Obóz obedience z Joanną Hewelt
Kolejny obóz, kolejne pracowite dni spędzone w Annówce :) Tym razem do naszego pokoju dołączyli: border collie Hippis, sheltie Fraszka, i hovawart Zula :) Lucky pod okiem ekipy Na Fali miał okazję doszkalać się obikowo, a także spróbować swoich sił w poszukiwaniu zaginionego człowieka w lesie, czy tropieniu 'zgubionych' przedmiotów. Był to świetnie spędzony czas - Falowcy mają zawsze do przekazania ogrom wiedzy i za każdym razem po spotkaniu z nimi wynoszę coś nowego oraz mam do przemyślenia parę kwestii na temat współpracy mojej i Lucky'ego :) Bardzo, bardzo inspirują, motywują i zachęcają do dalszego działania!
Przerobiliśmy większość ćwiczeń obikowych, począwszy od aportu, przez zmiany pozycji, skok przez przeszkodę, wysyłanie do kwadratu, po szukanie patyczków (tak więc Lucky miał okazję spróbować i ćwiczeń z wyższych klas posłuszeństwa :) ), nie zapominając jednak o podstawach czyli balansie pomiędzy jedzeniem a zabawką czy wymianie zabawek z jednej na drugą :)
Ostatniego dnia organizowane były obozowe zawody obedience. Każdy pies miał do pokonania tor, w którym musiał pokazać się z jak najlepszej strony. Same ćwiczenia nie różniły się od tych wykonywanych na prawdziwych zawodach - jednak niektóre były nieco ułatwione, a dodatkowym plusem było to, że można było psa nagradzać! :)
Pierwsze ćwiczenie - zostawanie na czas 1 minuty. Niestety pierwsze zadanie, i pierwsza porażka - nie minęło 10 sekund, a Lucky zaczął wyciągać szyję, bo poczuł jakiś zapach. Zanim zdążyłam zareagować Laki wstał i wyszedł poza dozwolony obszar, co sprawiło, że dostaliśmy 0p ;) Następnie było chodzenie przy nodze z zwrotem w lewo lub prawo - Lucky bardzo ładnie sobie poradził, mnie natomiast zjadły nerwy ;) Następne - przywołanie! To co było w tym zadaniu najtrudniejsze, i czego najbardziej się obawiałam - tuż obok prostej którą przebiegać miał pies rozłożone były różne rozproszenia - piłka, saszetka ze smaczkami i worek parówek! Byłam niemal pewna, że Lucky czując TAKIE zapachy w powietrzu zignoruje moje wołanie i pobiegnie do jedzonka. Spotkała mnie miła niespodzianka - Lucky na moje wołanie przybiegł wprost do mnie, nie rozglądając się nawet na boki, tak jakby nie zauważając tego co leży na wyciągnięcie jego pyska! Jestem z niego bardzo dumna, to nasz największy sukces tych mini-zawodów! Z tej radości zapomniałam całkiem, że zaraz po przywołaniu powinien dostawić mi się do nogi, tak więc zakończyliśmy ćwiczenie na samym podbiegnięciu do mnie, i uciekło nam sporo punktów :( Ale nie to jest najważniejsze, liczy się nasz wielki osobisty sukces przywołaniowy :) Kolejne zadanie - podniesienie koziołka. Lucky bez problemu podniósł koziołek z ziemi i wytrzymał z nim chwilkę dopóki go nie zwolniłam :) Następne i ostatnie były zmiany pozycji - jako że nie mamy ich wypracowanych poszło nam średnio - czyli Lucky wykonał to co miał wykonać (siad-waruj-stój), lecz z dużą pomocą z mojej strony ;)
Cały Lucky, czyli kochamcięmocnoaledajmijużtożarcie :) Mała sprężynka :)
Po podliczeniu punktów okazało się że razem z Lucky'm, ku mojemu zaskoczeniu i zdziwieniu zajęliśmy...
III miejsce! Stając tym samym na podium :) Pierwsze miejsce należało do border collie, drugie do sheltie, więc tym bardziej cieszy, że mój mały terrierek załapał się na pudło z łowczarkami :) Jestem bardzo dumna, nie tylko z wyników, ale przede wszystkim z tego jak super mój pies sobie poradził :) Ja natomiast wypadłam dużo gorzej, stres spowodował, że zachowywałam się inaczej niż podczas treningów, wkradły się pewne rzeczy które nie powinny mieć miejsca i z których nie jestem zadowolona ;) Tak więc takie zawody to świetna okazja do sprawdzenia nie tylko psa, ale przede wszystkim siebie - doskonale pokazują nad czym trzeba się skupić i co należy przepracować :)
Dwa tygodnie minęły bardzo szybko... za szybko. Żal było wyjeżdżać z magicznej Annówki, przykro było rozstawać się z tymi ludźmi których się poznało oraz psiakami dla których się wszyscy tam zebraliśmy. Ostatnie mizianko borderowych rezydentów Annówki, ostatnie spojrzenie na plac treningowy, na pokój, w którym się spało, i salon, w którym wieczorami odbywały się psiejskie rozmowy... jeszcze tylko upchnięcie ostatnich rzeczy do plecaka, zarzucenie go na plecy, wzięcie Lucky'ego pod ramię, głośne westchnięcie i cicha myśl: ,,Na pewno tu jeszcze wrócimy..."
Odliczamy dni do wakacyjnego wyjazdu. Jeszcze chwila, jeszcze trochę, jeszcze niecały miesiąc!
W ramach przygotowań kupiłam maszynkę, Lucky został ogolony, wygląda teraz jak biedny głodzony pies (wszystkie kości mu wystają...), ale liczę że w miarę szybko odrośnie i na obozie nie będzie straszył swoją figurą ;)
Kolejny zakup to klatka! Do tej pory mieliśmy jedynie transporter na krótsze wyjazdy, najwyższy czas kupić coś większego i wygodniejszego. Od kilku dni Lucky w nocy zamiast spać ze mną w łóżku śpi w swojej osobistej klateczce :) Nic a nic nie protestował, bardzo grzecznie przesypia całą noc sam :) Tylko mi się ciężko przyzwyczaić...
W ramach przygotowań kupiłam maszynkę, Lucky został ogolony, wygląda teraz jak biedny głodzony pies (wszystkie kości mu wystają...), ale liczę że w miarę szybko odrośnie i na obozie nie będzie straszył swoją figurą ;)
Kolejny zakup to klatka! Do tej pory mieliśmy jedynie transporter na krótsze wyjazdy, najwyższy czas kupić coś większego i wygodniejszego. Od kilku dni Lucky w nocy zamiast spać ze mną w łóżku śpi w swojej osobistej klateczce :) Nic a nic nie protestował, bardzo grzecznie przesypia całą noc sam :) Tylko mi się ciężko przyzwyczaić...
Ostatni weekend to mnóstwo czasu spędzonego z świetnymi ludźmi i świetnymi psami! Pogoda dopisała, atmosfera super, czego chcieć więcej? :) A co było celem naszego spotkania? Agility! Zarówno stopień wtajemniczenia psów jak i ich przewodników w tym sporcie był bardzo różny - od całkiem początkujących, po tych bardziej zaawansowanych :) Były szczeniaczki i psy dorosłe; duże i małe; czarne i białe, a nawet kolorowe ;) Przekrój ras był spory! Co cieszy, bo to oznacza, że lubelska ekipa agilitująca rośnie w siłę i jest nas coraz więcej :D
Czy Lucky tam był? Oczywiście :) Biegał, skakał, szukał jedzonka - jak to on! Chociaż muszę powiedzieć, że fajnie mi się z nim pracowało podczas tego weekendu! Nie wiem czy wpływ na to miała niewielka przerwa szkoleniowa, przez co Lucky zatęsknił trochę za hopsaniem, czy jest to kwestia naszego lepszego dogadywania się; a może po prostu miał dobry dzień? ;) W każdym bądź razie Lucky coraz dłużej pracuje bez nagrody (przebiega spore sekwencje i o ile jakiś zapach go nie zbije z tropu to bieeeeegnie ślicznie!), co jest genialne - coraz lepiej się wysyła! Wybiera już skoczenie przez hopkę, a nie przejście obok niej (chyba że ja mu źle pokażę :) ), mamy niespodziewany mały problem z tunelami, bo zdarza się mu łapać przy nich zawieszki, ale to jest to przepracowania :)
Oczywiście standardowo ja mam problemy z zapamiętaniem toru, ale to już tradycja... Biegam koślawo i nie mogę się ogarnąć ;)
Najlepiej zobaczyć to o czym piszę na naszym klubowym filmiku, gdzie Lucky ma również swoje 5 minut ;) Miłego oglądania!
Nareszcie wakacje :)
Sezon wakacyjny zaczęliśmy odwiedzeniem jednej z yorkowych hodowli, gdzie ja robiłam zdjęcia, Lucky się integrował, węszył, zwiedzał i trochę ganiał za piłką :)
Cała drużyna :) Yorki te barrdzo pozytywnie mnie zaskoczyły - ganiały za piłką aż miło, mimo upału były w tym niezmordowane i chciały jeszcze i jeszcze! 
Następnie odbyliśmy spacer z Hippisem - zaczynając od dworca pkp, w ramach socjalizacyjnych :)
Posiedzieliśmy, pospacerowaliśmy, żadnego pociągu niestety nie spotkaliśmy, za to psom zrobiło się gorąco. Wskoczyliśmy więc do autka i obraliśmy kierunek: woda :)
Mój Dzielny Pies zachęcany smaczkami bardzo ładnie wchodził do wody :) Próbował wyławiać też piłkę, lecz jeśli odpłynęła zbyt daleko, robił odwrót i wracał do mnie z miną "sama se ją wyciągnij" ;)
Jak widać bołdeł myśli i główkuje co ten yoras wyprawia - "Boszsz, no żeby nie lubić wody, z kim ja się zadaje?!" ;)
Bo border wodę uwielbia. Kocha. Miłością wielką ;)
Nastepnym punktem spaceru było leżakowanie na trawce i suszenie się psów.
Śliczne red-merlątko :))
Hippis nauczył Lucky'ego zainteresowania patykami. Hippis obgryza patyki, "obiera ze skórki", przy czym wszystko oczywiście wypluwa. Lucky robi to samo - czyli obgryza patyka, lecz co robi później? Wszystko zjada... Ewentualnie zbiera to co już obgryzł Hippis i też zjada. Uznał widocznie, że skoro Hippis się "tego czegoś" czepia, to to na pewno jest jadalne... Muszę więc bardzo uważać i pilnować potworka, by sobie nie zrobił krzywdy jedząc takie rzeczy...
W niedzielę natomiast wybieram się na MWPR Warszawa - mam nadzieję że uda mi się dotrzeć! Lucky tym razem zostaje w domu :)
Wczorajszy dzień był pełen wrażeń :)
Wybraliśmy się z Lucky'm na krajową wystawę psów rasowych w Lublinie. Lucky był już tam rok temu, lecz zdecydowanie wczoraj zachowywał się lepiej niż ostatnio. Wczoraj sprawował się bardzo ładnie, pozwalał na więcej innym psom w stosunku do siebie, mniej szczekał bez powodu. Nie bardzo jednak chciał chodzić po wysokiej (jak dla niego ;) ) trawie w dużym upale, bo niedzielna pogoda nam baardzo sprzyjała. Tak bardzo, że musiałam co raz polewać psa wodą aby go ochłodzić.
Na wystawie byliśmy już przed dziewiątą, o tej godzinie nie było jeszcze tłumów psów i ludzi, większość dopiero się schodziła, więc Lu miał czas na oswojenie się z nowym miejscem. Po 9-tej ulokowaliśmy się w namiocie znajomej yorkowej hodowczyni (dziękujemy!) - nastąpiło szybkie przywitanie z dwoma kolegami-yorkami, a następnie przenieśliśmy się na ring gdzie miaa być oceniana grupa I, by kibicować naszej klubowej borderce :)
Następnie pół godziny przerwy iiii.... pokazy!
Lucky miał swój debiut "agilitowy" :) Publiczność zgromadzona bardzo licznie, znajomi, nie-znajomi, dorośli, dzieci... Gdy rozkładałam przeszkody ręce mi drżały, a w głowie przelatywały myśli "nie wyjdę, nie dam rady" ;) Zaczyna się; pierwszy startuje Cuba - nasz klubowy collie smooth. Poszło im pięknie! Następnie - my. Jeszcze mamy kilka sekund, wykorzystuję je na rozruszanie i skupienie Lucky'ego, oraz pokazanie mu że mam pyyyszne jedzonko w nagrodę. Okej. Wychodzimy. Zniżamy tyczki, a właściwie kładziemy je na ziemię. Sadzam psa przed pierwszą hopką, odchodzę lekko do przodu, Lucky zostaje, i mimo że trochę rozgląda się na boki ładnie wytrzymuje. Z publiczności zdaje się słyszeć liczne komentarze "jaki malutki", "zaraz zginie w tej trawie" itp. Zwalniam psa. Jedna hopka, druga, tunel - przyzwoicie się zaczęło, Lucky wystartował pokonując przeszkodę jedną po drugiej! Do czasu, gdy następuje drugi tunel - i tu ze stresu zapomniałam powtórzyć "tunel!", Laki się gubi, przebiega obok. Trudno, naprowadzam go jeszcze raz - udało się. Po tym błędzie Lu wybija się z rytmu, mi poziom stresu jeszcze bardziej podskoczył, wobec czego kolejna hopka również zostaje przebiegnięta obok. Naprowadzam drugi raz - udało się. Ostatnia hopka przebiegnięta już normalnie.
Koniec! Nagródka, szybkie mizianko, idziemy za kulisy :) Emocje powoli opadają...
Lucky biegł na położonych tyczkach, i z przypiętą cienką linką - nie byłam pewna jak się zachowa. Mógł wybrać publiczność, mógł mnie olać i sobie pójść gdzieś , mógł zacząć szukać w trawie jedzenia lub innych zapachów. Jemu naprawdę niewiele wystarczy aby się rozproszył. Ale udało się! Był skupiony, i mimo że upał i prawie 4 godziny siedzenia w zatłoczonym, zapsionym, nowym miejscu zrobiły swoje, więc był trochę "oklapnięty" ;) , to wykonał swoje zadanie w 100% :)
Jestem z niego bardzo zadowolona! Z siebie niestety mniej, mój pierwszy publiczny występ, przy takiej widowni - nerwy mnie zjadły, całkiem zapomniałam że aby pies wskoczył do tunelu wypadałoby mu o tym też powiedzieć, a nie przekazać informacje telepatycznie ;)
No, ale... pierwsze koty za płoty, i tak pewnie w przyszłości czeka mnie nie jeden występ z udziałem publiczności, i jeśli chcę startować w zawodach, to lepiej że uczę się obycia już teraz, mam nadzieję że będzie mi potem choć trochę łatwiej :) Za taką możliwość sprawdzenia przede wszystkim siebie dziękuję naszej Trenerce :D
Po naszym występie skakała jeszcze borderka wyżej wymienionej Pani Trener :) - Julie, potem dała pokaz frisbee. Frizbowo pokazywała się też rewelacyjna Kaa!
Na koniec odbyły się konkursy dla dzieci, gdzie pomagałam przy organizacji, ustawianiu dzieciaków oraz dawniu cukierków, Lucky w tym czasie został sam przywiązany nieopodal. Gdy do niego wróciłam, zobaczyłam że jakiś pan z wielką kamerą go nagrywa; ohooo! Zapowiada się ciekawie! Wróciłam więc do domu i zaczęłam przeglądać lokalne portale w poszukiwaniu mojej Gwiazdy Filmowej :D
No i jest!
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/593949,wystawa-psow-w-lublinie-pokazano-780-psow-155-ras-wideo,26,id,t,sg.html#galeria-material
trzeba zjechać w dół artykułu, umieszczony jest tam filmik - Lucky jest na samym początku, i na samym końcu (lepiej widoczny); tak tak, to ten szczekający, porzucony burek z machającym wiecznie ogonem ;)
Lakusiowych zdjęć z pokazu brak, ale i tak nie było czego focić ;)
Wybraliśmy się z Lucky'm na krajową wystawę psów rasowych w Lublinie. Lucky był już tam rok temu, lecz zdecydowanie wczoraj zachowywał się lepiej niż ostatnio. Wczoraj sprawował się bardzo ładnie, pozwalał na więcej innym psom w stosunku do siebie, mniej szczekał bez powodu. Nie bardzo jednak chciał chodzić po wysokiej (jak dla niego ;) ) trawie w dużym upale, bo niedzielna pogoda nam baardzo sprzyjała. Tak bardzo, że musiałam co raz polewać psa wodą aby go ochłodzić.
Na wystawie byliśmy już przed dziewiątą, o tej godzinie nie było jeszcze tłumów psów i ludzi, większość dopiero się schodziła, więc Lu miał czas na oswojenie się z nowym miejscem. Po 9-tej ulokowaliśmy się w namiocie znajomej yorkowej hodowczyni (dziękujemy!) - nastąpiło szybkie przywitanie z dwoma kolegami-yorkami, a następnie przenieśliśmy się na ring gdzie miaa być oceniana grupa I, by kibicować naszej klubowej borderce :)
Następnie pół godziny przerwy iiii.... pokazy!
Lucky miał swój debiut "agilitowy" :) Publiczność zgromadzona bardzo licznie, znajomi, nie-znajomi, dorośli, dzieci... Gdy rozkładałam przeszkody ręce mi drżały, a w głowie przelatywały myśli "nie wyjdę, nie dam rady" ;) Zaczyna się; pierwszy startuje Cuba - nasz klubowy collie smooth. Poszło im pięknie! Następnie - my. Jeszcze mamy kilka sekund, wykorzystuję je na rozruszanie i skupienie Lucky'ego, oraz pokazanie mu że mam pyyyszne jedzonko w nagrodę. Okej. Wychodzimy. Zniżamy tyczki, a właściwie kładziemy je na ziemię. Sadzam psa przed pierwszą hopką, odchodzę lekko do przodu, Lucky zostaje, i mimo że trochę rozgląda się na boki ładnie wytrzymuje. Z publiczności zdaje się słyszeć liczne komentarze "jaki malutki", "zaraz zginie w tej trawie" itp. Zwalniam psa. Jedna hopka, druga, tunel - przyzwoicie się zaczęło, Lucky wystartował pokonując przeszkodę jedną po drugiej! Do czasu, gdy następuje drugi tunel - i tu ze stresu zapomniałam powtórzyć "tunel!", Laki się gubi, przebiega obok. Trudno, naprowadzam go jeszcze raz - udało się. Po tym błędzie Lu wybija się z rytmu, mi poziom stresu jeszcze bardziej podskoczył, wobec czego kolejna hopka również zostaje przebiegnięta obok. Naprowadzam drugi raz - udało się. Ostatnia hopka przebiegnięta już normalnie.
Koniec! Nagródka, szybkie mizianko, idziemy za kulisy :) Emocje powoli opadają...
Lucky biegł na położonych tyczkach, i z przypiętą cienką linką - nie byłam pewna jak się zachowa. Mógł wybrać publiczność, mógł mnie olać i sobie pójść gdzieś , mógł zacząć szukać w trawie jedzenia lub innych zapachów. Jemu naprawdę niewiele wystarczy aby się rozproszył. Ale udało się! Był skupiony, i mimo że upał i prawie 4 godziny siedzenia w zatłoczonym, zapsionym, nowym miejscu zrobiły swoje, więc był trochę "oklapnięty" ;) , to wykonał swoje zadanie w 100% :)
Jestem z niego bardzo zadowolona! Z siebie niestety mniej, mój pierwszy publiczny występ, przy takiej widowni - nerwy mnie zjadły, całkiem zapomniałam że aby pies wskoczył do tunelu wypadałoby mu o tym też powiedzieć, a nie przekazać informacje telepatycznie ;)
No, ale... pierwsze koty za płoty, i tak pewnie w przyszłości czeka mnie nie jeden występ z udziałem publiczności, i jeśli chcę startować w zawodach, to lepiej że uczę się obycia już teraz, mam nadzieję że będzie mi potem choć trochę łatwiej :) Za taką możliwość sprawdzenia przede wszystkim siebie dziękuję naszej Trenerce :D
Po naszym występie skakała jeszcze borderka wyżej wymienionej Pani Trener :) - Julie, potem dała pokaz frisbee. Frizbowo pokazywała się też rewelacyjna Kaa!
Na koniec odbyły się konkursy dla dzieci, gdzie pomagałam przy organizacji, ustawianiu dzieciaków oraz dawniu cukierków, Lucky w tym czasie został sam przywiązany nieopodal. Gdy do niego wróciłam, zobaczyłam że jakiś pan z wielką kamerą go nagrywa; ohooo! Zapowiada się ciekawie! Wróciłam więc do domu i zaczęłam przeglądać lokalne portale w poszukiwaniu mojej Gwiazdy Filmowej :D
No i jest!
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/593949,wystawa-psow-w-lublinie-pokazano-780-psow-155-ras-wideo,26,id,t,sg.html#galeria-material
trzeba zjechać w dół artykułu, umieszczony jest tam filmik - Lucky jest na samym początku, i na samym końcu (lepiej widoczny); tak tak, to ten szczekający, porzucony burek z machającym wiecznie ogonem ;)
Lakusiowych zdjęć z pokazu brak, ale i tak nie było czego focić ;)
