Cztery Łapy

border collies / yorkshire terrier
Tu jesteśmy:
Wiosny nadal nie widać, śnieg leży i ma się całkiem dobrze, a my tymczasem odbyliśmy dwa przedświąteczne spacerki :)

Z aussikową Eską ♥

Dla porównania kilka miesięcy temu - listopad 2012 :D

(Patrząc na pogodę i kolor trawy na tych zdjęciach powinno być raczej na odwrót - pierwsze zdjęcie listopadowe, drugie marcowe ;) )

Kilka zdjęć:

Dziś natomiast spacerowaliśmy z Hippisem ;)


... na wiosnę :)




Był filmik wakacyjny, teraz czas na filmik zimowo-feriowy (chociaż do ferii jeszcze chwila czasu). Niestety z kiepską jakością, bo nagrywany późnymi popołudniami, gdy robiło się już ciemno, no ale...! ;) Dlatego zachęcam do oglądania w HD, bo inaczej jakość jest okropna...
W rolach głównych oczywiście Lucky i jego najlepszy kumpel Hippis :)


Mamy za sobą intensywne kilka dni agilitowe. Było świetnie, szkoda że tak krótko ;)
Jestem z Lucky'ego bardzo dumna - kolejny raz pokazał że potrafi :) Dostałam wiele miłych słów na jego temat, co niezmiernie mnie cieszy, że mój mały yorek wzbudza sympatię u innych :)

Mam po tym obozie kilka przemyśleń i refleksji... Przede wszystkim muszę zastanowić się czy robienie agility z Lucky'm ma sens. On sam owszem, pracować lubi, lecz mimo wielkiego serca ciałko ma naprawdę nieduże, co sprawia, że przeskakiwanie nawet na najniższych 25cm tyczkach bywa dla niego wyzwaniem, nie mówiąc już o regulaminowych S-kach, bo do tych to pewnie całkiem nie uda nam się dojść. Lucky biegnie wolniej i mniej chętnie, gdy tyczki są w górze; gdy są położone na ziemi (lub podpórkach hopek) jego zaangażowanie znacznie się poprawia.
Dlatego wracamy do punktu wyjścia - mam plan naprawczy, ale po rozmowie z mądrzejszymi ode mnie w tej kwestii wiem, że może być ciężko. Jeśli problem tkwi w Lakusiowej głowie i jest wynikiem braku pewności siebie to z czasem damy radę się z tym uporać, ale jeśli problem leży w jego ciałku, fizyczności, to ciężko będzie to przeskoczyć (nomen omen).
Oprócz tego mieliśmy jedno wejście frisbowe, motywacja ok, lecz skuteczność łapania tym razem niska ;)

Chcąc nie chcąc, takie mikro psy to chyba jedynie w obi nie są pokrzywdzone, dlatego też odbieramy niedługo koziołek i uczymy się formalnego aportu, bo co nam innego zostało ;)

Wracając do agility, wzięliśmy też udział w zawodach w kategorii STARTERS (nasze pierwsze zawody!), ale nic nie zajęliśmy - liczyła się prędkość, a z borderami ścigać się to nie lada wyzwanie ;) Dostaliśmy za to paczuszkę smakołyków za udział, z czego Lucky był bardzo zadowolony ;) Oprócz tego Lucky biegał z Pauliną w specjalnej sylwestrowej konkurencji, która polegała na pokonaniu jak największej ilości przeszkód (każda z nich była odpowiednio punktowana) w ciągu 30s.
Jeszcze raz dzięki Paulina za chęć pobiegnięcia z tym małym szczekaczem ;)

Na koniec dwa miszcze, czyli:




Tak sobie czytam, przeglądam zdjęcia, relacje, wspominam co się działo przez ten rok, i to co mi się nasuwa na myśl to: Fajnie było!

Ten rok to wiele poznanych osób, wiele poznanych psów, dużo wypadów, świetne seminaria, obozy, przyswojona spora dawka wiedzy, nowe doświadczenia i wspomnienia, które mam nadzieję pozostaną jeszcze długo :)

Lucky się przez ten rok zmienił na lepsze, ale to powtarzam co roku - ten pies jak wino, im starszy tym lepszy, lepiej się dogadujemy, lepiej rozumiemy, lepiej współpracujemy. Dlatego tym bardziej nie mogę doczekać się sezonu 2013, który mam nadzieję będzie równie udany! Dopiero go planujemy, obmyślamy, gdzie jechać, co zwiedzić, u kogo się pouczyć - ostateczne decyzje pewnie będą podejmowane w trakcie.

Zdjęć żadnych nie mam, bo aparatu Lucky nie widział już spory czas...
Tak więc jedynie pisane, ale szczere Wesołych Świąt dla czytających, podglądających, komentujących ;)

A my podzielimy się opłatkiem, wypijemy barszcz, zjemy karpia, po czym pędzimy na obóz sylwestrowy, który będzie mam nadzieję fajnym zakończeniem tego i jednocześnie rozpoczęciem nowego roku!

Do usłyszenia w 2013! :)
Od jakiegoś czasu przestawiamy się z Lucky'm z trybu 'aktywni' do trybu 'niewiele-robiący'. 
Zbliżająca się zima, ciemno, zimno i nieprzyjemnie nie wpływa korzystnie na nasze samopoczucie, dodatkowo mój nawał obowiązków - to prosta droga do tego, by zwolnić tempo i zmienić tymczasowo plan dnia.

Tak więc zamiast kilkugodzinnych spacerów mamy teraz krótsze przechadzki, odkurzony został kliker, by mieć czym zająć Lakiego wieczorami, robimy sobie też domowe frisbee -> ćwiczenia na podążanie za dyskiem, na obieganie, na łapanie, na przynoszenie i wypluwanie dysków. Robimy domowe obi, szlifujemy różne rzeczy, które poprawiają się na krótki czas, by potem znów się zepsuć - mamy nad czym pracować!
W międzyczasie czytamy książki, grzejąc się pod kocem i popijając gorącą herbatkę - Lucky jako termofor sprawdza się wyśmienicie :] 

Znosi mi też wszystkie rzeczy - długopisy, kartki papieru, swoje miśki i miski ;) Licząc za każdym razem że dostanie nagrodę za swój geniusz. Musimy chyba przestać chwilowo ćwiczyć przynoszenie czegokolwiek, bo co za dużo to niezdrowo - potem piesek koduje sobie, że jak przyniesie, to będzie nagroda, więc przynosi - co mu tylko wpadnie pod tą małą kudłatą paszczę ;) Ostatnim hitem było porwanie z biurka papierka po muffince z cynamonem - tego przynieść mi już nie chciał. I bardzo był z tego faktu zadowolony, ja nieco mniej...



Ah, zapomniałabym... w międzyczasie mieliśmy też różne szczeniaczkowe spotkania :)
Z aussikową Eską


Oraz małymi yorczydełkami, które Lakusia uwielbiały - Lucky za to wolał się nie wdawać z nimi w jakiekolwiek relacje - średnio przepada za maluchami ;)