3 lata temu, 11 października miało miejsce bardzo ważne wydarzenie.
Pewna suczka urodziła szczeniaki, w tym... taką jedną małą kulkę, która docelowo została nazwana Lucky'm.
I trafiła do mnie :) Od tego czasu moje życie zmieniło się o 180 stopni. Wg. suwaczka na samym dole strony jesteśmy już 1032 dni ze sobą!
I co tu dużo mówić - całkiem fajne psisko z niego wyrosło :))
Trochę wspominkowych Lakusiów:
Pewna suczka urodziła szczeniaki, w tym... taką jedną małą kulkę, która docelowo została nazwana Lucky'm.
I trafiła do mnie :) Od tego czasu moje życie zmieniło się o 180 stopni. Wg. suwaczka na samym dole strony jesteśmy już 1032 dni ze sobą!
I co tu dużo mówić - całkiem fajne psisko z niego wyrosło :))
Trochę wspominkowych Lakusiów:
| Jedno z moich ulubionych Lakusiowo-szczeniaczkowych zdjęć - wariatuńcio od małego :) |
Aktualnie:
W weekendy jeździmy do szkółki, a na tygodniu pracujemy sami
i utrwalamy sobie wszystko.
Lakiemu ogólnie nie najgorzej idzie, jedyne z czym ma problem, to chodzenie na luźnej smyczy na placu szkoleniowym. Albo się zapiera
i stwierdza że chodzić w kółko bez sensu to on nie ma zamiaru,
a jak już się zdecyduje to napina smycz i próbuje ciąąągnąć.
W "normalnych" warunkach wygląda to zazwyczaj lepiej.
Poza tym to dzielny pies z niego, i w miarę daje sobie radę z innymi ćwiczeniami.
Zaczynamy poznawać też trochę agillity. Na razie jest to głównie biegaaaanie przez tunel. :) Lakusiowi się to baardzo spodobało, i strasznie się z tego powodu cieszę!
Ciekawa jestem jak będzie sobie dalej radził :)
Czas nadrobić, tym bardziej że u nas sporo się dzieje :)
Zacznijmy od tego, że w sierpniu wybraliśmy się jednorazowo na szkolenie, aby zobaczyć jak to wygląda, jak tam jest itp :) Lucky pokazał co potrafi, 'pyskując' do drugiego yorka i borderki które były wtedy z nami... Dlatego też nieco później, gdy dowiedziałam się że jest możliwość uczęszczania na taki kurs posłuszeństwa - zapisałam tam Lakusia, i tak od września staliśmy się uczniami :)) Byliśmy jak do tej pory na dwóch zajęciach, i jak na razie bardzo nam się podoba :) Dostajemy mnóstwo cennych rad, a przy okazji mamy co weekend dużą dawkę socjalizacji, bo aby dojechać na szkolenie musimy przemierzyć drogę pociągiem i autobusami, gdzie bywają czasem dziwni ludzie (chociaż Lakuś i tak akurat z tymi nie ma problemu - kocha każdego ;) ), spacerujemy też po dworcach gdzie bywają straszne przejścia podziemne, schody, jest głośno, gwarno itd, uczymy się spokojnego czekania na przystankach i wyciszenia się właśnie w takich momentach, także tyle wrażeń sprawia że pies jest wymęczony zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Jednak w ten weekend zamiast na szkolenie Lucky został oddany. Tymczasowo oczywiście. Ponieważ jechałam na wesele, i to dosyć daleko, musiałam oddać Lakiego na "przechowanie" do mojej przyjaciółki. Bardzo się o niego bałam, tzn. wiedziałam że będzie miał tam świetne warunki, ale nie byłam w stanie przewidzieć jak się będzie zachowywał beze mnie, w nowym miejscu (to było nasze pierwsze tak długie rozstanie od kiedy tylko Lucky jest u mnie - czyli od 3 lat). Zostawiłam Lakiego, sama ruszyłam w drogę, dopraszając się częstych relacji co tam się u niego dzieje ;) Okazało się, że Lucky czuł się w nowym miejscu jak ryba w wodzie, błyskawicznie zaakceptował nowych ludzi (chociaż co prawda wcześniej już ich znał), o mnie chyba zapomniał ;) , bo taaaak dobrze mu tam było, że nie miał czasu tęsknić. Z relacji wiem że był bardzo grzeczny, co mnie niezmiernie cieszy :)
Gdy przyszłam po niego to odtańczył taniec radości, i widać było że ucieszył się jak już wreszcie był w swoim domku :)) Jednak przydało nam się takie nowe doświadczenie, wiem teraz jak Lucky zachowuje się beze mnie,
i że całkiem nieźle daje sobie radę. To jest taki pies który błyskawicznie przystosowuje się do nowego otoczenia, warunków i wszędzie potrafi się odnaleźć :) Jednak ja swoje przeżywałam, to rozstanie o wiele bardziej było dotkliwsze dla mnie niż Lakiego ;)
Zacznijmy od tego, że w sierpniu wybraliśmy się jednorazowo na szkolenie, aby zobaczyć jak to wygląda, jak tam jest itp :) Lucky pokazał co potrafi, 'pyskując' do drugiego yorka i borderki które były wtedy z nami... Dlatego też nieco później, gdy dowiedziałam się że jest możliwość uczęszczania na taki kurs posłuszeństwa - zapisałam tam Lakusia, i tak od września staliśmy się uczniami :)) Byliśmy jak do tej pory na dwóch zajęciach, i jak na razie bardzo nam się podoba :) Dostajemy mnóstwo cennych rad, a przy okazji mamy co weekend dużą dawkę socjalizacji, bo aby dojechać na szkolenie musimy przemierzyć drogę pociągiem i autobusami, gdzie bywają czasem dziwni ludzie (chociaż Lakuś i tak akurat z tymi nie ma problemu - kocha każdego ;) ), spacerujemy też po dworcach gdzie bywają straszne przejścia podziemne, schody, jest głośno, gwarno itd, uczymy się spokojnego czekania na przystankach i wyciszenia się właśnie w takich momentach, także tyle wrażeń sprawia że pies jest wymęczony zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Jednak w ten weekend zamiast na szkolenie Lucky został oddany. Tymczasowo oczywiście. Ponieważ jechałam na wesele, i to dosyć daleko, musiałam oddać Lakiego na "przechowanie" do mojej przyjaciółki. Bardzo się o niego bałam, tzn. wiedziałam że będzie miał tam świetne warunki, ale nie byłam w stanie przewidzieć jak się będzie zachowywał beze mnie, w nowym miejscu (to było nasze pierwsze tak długie rozstanie od kiedy tylko Lucky jest u mnie - czyli od 3 lat). Zostawiłam Lakiego, sama ruszyłam w drogę, dopraszając się częstych relacji co tam się u niego dzieje ;) Okazało się, że Lucky czuł się w nowym miejscu jak ryba w wodzie, błyskawicznie zaakceptował nowych ludzi (chociaż co prawda wcześniej już ich znał), o mnie chyba zapomniał ;) , bo taaaak dobrze mu tam było, że nie miał czasu tęsknić. Z relacji wiem że był bardzo grzeczny, co mnie niezmiernie cieszy :)
Gdy przyszłam po niego to odtańczył taniec radości, i widać było że ucieszył się jak już wreszcie był w swoim domku :)) Jednak przydało nam się takie nowe doświadczenie, wiem teraz jak Lucky zachowuje się beze mnie,
i że całkiem nieźle daje sobie radę. To jest taki pies który błyskawicznie przystosowuje się do nowego otoczenia, warunków i wszędzie potrafi się odnaleźć :) Jednak ja swoje przeżywałam, to rozstanie o wiele bardziej było dotkliwsze dla mnie niż Lakiego ;)
Kiedy Lucky cieszy się najbardziej?
Jak dowie się że idziemy na spacer.
A skąd o tym wie?
Wystarczy wypowiedzieć dwa magiczne słowa: "na dwór" albo... zbliżyć się do półki gdzie stoi aparat :)
Lucky skojarzył sobie dosyć szybko że aparat = długi spacer, więc wystarczy wziąć nikona do ręki, a pies już ma mega zaciesz, bo wie co się święci :)
Jak dowie się że idziemy na spacer.
A skąd o tym wie?
Wystarczy wypowiedzieć dwa magiczne słowa: "na dwór" albo... zbliżyć się do półki gdzie stoi aparat :)
Lucky skojarzył sobie dosyć szybko że aparat = długi spacer, więc wystarczy wziąć nikona do ręki, a pies już ma mega zaciesz, bo wie co się święci :)