Postaram się nadrobić wszystkie zaległości, chociaż nie będzie to łatwe, bo dzieje się dużo!
Kwiecień
Na święta wróciłyśmy do domku pod Lublinem, lecz po drodze zatrzymałyśmy się w Warszawie. Aviczu poznała swojego braciszka, który przyjechał z Czech! :) I mam nadzieję, że będzie częściej gościł na tym blogu ;) Paco jest przeuroczy, liczę że razem ze swoim Panem będą w przyszłości wymiatać frisbowo lub agilitowo :)
Co dwie czekolady to nie jedna! :D
Gdy dotarłyśmy do domu spotkałyśmy się z Hippisem (border) i Eską (aussie). No i oczywiście - Lucky! :)
Tu już spacer z samym Hippisem:
Niestety na tym spacerze Avia rozcięła sobie łapę, przez co miałyśmy miesiąc na smyczy, z bardzo ograniczonym ruchem, bez treningów agi i innych aktywności...
Kwiecień
Na święta wróciłyśmy do domku pod Lublinem, lecz po drodze zatrzymałyśmy się w Warszawie. Aviczu poznała swojego braciszka, który przyjechał z Czech! :) I mam nadzieję, że będzie częściej gościł na tym blogu ;) Paco jest przeuroczy, liczę że razem ze swoim Panem będą w przyszłości wymiatać frisbowo lub agilitowo :)
Co dwie czekolady to nie jedna! :D
Gdy dotarłyśmy do domu spotkałyśmy się z Hippisem (border) i Eską (aussie). No i oczywiście - Lucky! :)
Lakuś ♥ :)
Tu już spacer z samym Hippisem:
Ideał bordera. Czyż ona nie jest piękna? :)
Niestety na tym spacerze Avia rozcięła sobie łapę, przez co miałyśmy miesiąc na smyczy, z bardzo ograniczonym ruchem, bez treningów agi i innych aktywności...
Ciąg dalszy nastąpi... :)
Czas biegnie niesamowicie, mój mały Chochliczek 9 marca skończył roczek!
Wyrosła na bardzo grzecznego borderka, z czego jestem niezmiernie dumna! Kocham jej zaangażowanie w pracę, drive, radość i wkładanie 100% we wszystko co robi. Jest bezproblemowa na co dzień - bardzo przyjemnie się z nią żyje :) Z tych "gorszych" rzeczy - nie lubi być dotykana przez innych ludzi podczas pracy, za to w trybie "off" robi glizdę i zaciesz do każdego napotkanego człowieka. Jest bardzo wyczulona na dźwięki, przy czym nie boi się burzy czy petard/fajerwerków, ale wszelkie odgłosy zamykania pociągowych drzwi, stukania, pisku czy skrobania budzą w niej zaciekawienie, zauważa je i często przekrzywia głowę z miną "o co chodzi". Ciągnie na smyczy jak parowóz - no, chyba że jest w szelkach.
Tyle tytułem podsumowania. Z okazji rocznicy i już pewnej "dorosłości" zaczęłyśmy chodzić na kurs agility do klubu Na Fali. Jesteśmy po ok. 5 treningach. Idzie nam... różnie :D Są wzloty i upadki.
Przede wszystkim to JA mam problem - jestem nauczona biegania z yorkiem. Border to dla mnie inny świat. Bieganie z Lucky'm to: motywowanie go - LUCKY LUCKY SUPER DAWAJ DAWAAAJ; prowadzenie go za rękę (bo nie bardzo rozumiał ideę wysyłania), do tego musiałam się schylać, by go dobrze poprowadzić ;) Teraz próbuję robić to samo z Avią - nie potrafię jej zaufać, i zrozumieć że to border - jak jej powiem tunel z 10m to ona go zrobi - moja psychika jeszcze do tego nie przywykła ;) Schylam się i próbuję ją naprowadzać, pomimo tego, że ona WIE i UMIE. Traktuję ją jak dziecko z przedszkola, które trzeba prowadzić za rączkę, podczas gdy ona spokojnie mogłaby zdawać agilitową maturę ;)
Z Lucky'm musiałam uważać, by nie zwiał mi z toru - dzielny z niego york, ale czasami miał swoje wizje które nie pokrywały się z moimi :)) Więcej uwagi musiałam poświęcić na motywację i pozytywne wzmocnienia poprzez chwalenie głosem, niż na techniczne rzeczy - z yorkiem nie trzeba się martwić, że się gdzieś nie zdąży, że nie zdąży się zrobić zmiany, że pies wyleci na orbitę zamiast zrobić ciasny skręt. 90% skupienia to był pies i to co on robi, kolejność toru to rzecz drugorzędna. Jak łatwo przewidzieć, z borderem nie przejdzie "zapomniałam toru ale nie szkodzi bo popatrzę sobie na numerki", "nie jestem w odpowiednim miejscu ale nie szkodzi bo zanim pies wyleci z tunelu to zdążę 10 razy naprawić swój błąd", "wyciągnęłam rękę za bardzo w lewo/prawo, góra/dół - nie szkodzi, york i tak pobiegnie tam gdzie ja chcę by pobiegł". Z BC trzeba działać szybko, zapamiętać tor, gdzie jaka zmiana, do tego pamiętać o swoim ciele, bo Avia niesamowicie zwraca uwagę na mój handling; jeden niewłaściwy ruch ręką, i borderek skacze inną przeszkodę, leci do tunelu, czy przebiega obok :P Trochę mnie to jeszcze przerasta, na szczęście jesteśmy w świetnych agilitowo-trenerskich rękach, i mam nadzieję, że uda nam się dojść do poziomu płynnego biegania, by móc kiedyś wystartować w zawodach.
Skoro o zawodach mowa, to wczoraj miałyśmy swój agilitowy debiut :D W Gdyni odbywały się zawody agility, w tym także tuneliada. Był to bieg charytatywny, udział w nim mógł wziąć każdy pies znający tunele. Nie czułam się na siłach by startować, nie byłam na to przygotowana, lecz za namową Trenerki, która uważała, że to dobre miejsce by sprawdzić siebie i psa w atmosferze zawodów, usłyszeć gwizdek sędziego itd. postanowiłam pobiec. Zaliczyłyśmy pięknego DISa :D Pod wpływem stresu zapomniałam schować szarpaka do kieszeni, miałam go w dłoni, przez co Avia próbowała go dopaść, skupiała się na szarpaku, a nie na tym gdzie mamy biec, dopiero w połowie zatrzymałam ją, posadziłam, schowałam szarpak i trochę odzyskała mózg. Było bardzo zabawnie, ja nie nadążająca za psem, gubiąca się na torze (mam ogromne problemy z zapamiętaniem co po czym i gdzie teraz), pies zadowolony z życia i ojenyyyy biegnę ojenyy ona ma szarpak ojenyy jak jest fajnie, no ale fajnie było się sprawdzić w nowych warunkach :) Czas przygotowywać się do oficjalnych zawodów, przy dobrych wiatrach debiut w czerwcu, ale nie spieszymy się, mamy sporo rzeczy do przepracowania.
O jeny jeny, jak dawno tu już nic nie pisałam!
Co u nas?
Od września razem z Lucky'm i Avią mieszkamy w Gdańsku!
Poza tym - Lucky skończył 5 lat! Ten czas tak szybko leci... Żyj jak najdłużej w zdrowiu mój Mały Książę! Avia skończyła za to 7 miesięcy - kolejny szok! Mój mały papiś? Kuleczka? Puszek???
Zaczęłyśmy sobie flyballować:
Młoda jest torpedą. Ja jestem wobec niej mało obiektywna, ale pomykacz z niej naprawdę zacny!
Ma jedną wielką wadę, którą ciężko mi przyjąć do świadomości - USZY!!! No najgorzej po prostu :( Jedno stoi, drugie leży... nie tak miało być ;)
Byliśmy też w Poznaniu, na terenie Artefaktu odbyło się frizbowanie z Paulą! To moje drugie lekcje pobierane u Pauli, za pierwszym razem w Annówce doradzała mi i Lucky'emu, teraz czujnym okiem obserwowała Avię! Dostałyśmy wskazówki, pracujemy nad nimi i walczymy nad ogarnięciem! Potwierdziły się też moje obserwacje - młoda jest dzieciuchem jeszcze, niezwiązana, jeszcze 'luźna', także na razie jeszcze nie myślimy o frisbee (aczkolwiek jakieś dwa rzuty bardzo blisko mnie, prawie że z ręki złapała, ale nic poza tym).
Co u nas?
Od września razem z Lucky'm i Avią mieszkamy w Gdańsku!
Poza tym - Lucky skończył 5 lat! Ten czas tak szybko leci... Żyj jak najdłużej w zdrowiu mój Mały Książę! Avia skończyła za to 7 miesięcy - kolejny szok! Mój mały papiś? Kuleczka? Puszek???
Zaczęłyśmy sobie flyballować:
Młoda jest torpedą. Ja jestem wobec niej mało obiektywna, ale pomykacz z niej naprawdę zacny!
Ma jedną wielką wadę, którą ciężko mi przyjąć do świadomości - USZY!!! No najgorzej po prostu :( Jedno stoi, drugie leży... nie tak miało być ;)
Byliśmy też w Poznaniu, na terenie Artefaktu odbyło się frizbowanie z Paulą! To moje drugie lekcje pobierane u Pauli, za pierwszym razem w Annówce doradzała mi i Lucky'emu, teraz czujnym okiem obserwowała Avię! Dostałyśmy wskazówki, pracujemy nad nimi i walczymy nad ogarnięciem! Potwierdziły się też moje obserwacje - młoda jest dzieciuchem jeszcze, niezwiązana, jeszcze 'luźna', także na razie jeszcze nie myślimy o frisbee (aczkolwiek jakieś dwa rzuty bardzo blisko mnie, prawie że z ręki złapała, ale nic poza tym).
![]() |
| Lucky na seminarium - obserwator :) |
♥
Trzy powyższe zdjęcia - fot. Martyna Rybak - dziękuję!
Co do charakteru czekolady ogólnie - jest taka jaka miała być, idealna, doskonała, nie za miękka nie za twarda, taka w sam raz pod moje oczekiwania i pod mój charakter. Dogaduje się z nią świetnie, jest skupiona na zadaniu, szybka, czasami wyłącza jej się musk przy zabawce, ale nie ma tragedii. Jest bardzo wokalna i wydaje przeróżne odgłosy, robi dziwne miny i jest takim wesołym dzieckiem wciąż. Baardzo przytulaśna i kochająca wszystkich ludzi (ale pracować chce najbardziej ze mną, z innymi różnie...).
Nie mam czasu na robienie nowych zdjęć, aparat kurzy się na półce, jak wracam z uczelni jest już ciemno... zaczynamy odliczanie do wiosny... jako że szybko robi się ciemno i jakiekolwiek treningi po ciemku są mało wykonalne, a border niewybiegany jest ciężkim tematem (szczególnie w przypadku tak temperamentnego Chochlika) znalazłam nowy sposób na wymęczenie bordera - bieganie!!! Biegamy sobie we dwie, krótkie dystanse i nie za szybko - w końcu obie zaczynamy ;) Bardzo nam się to podoba, tylko potrzebujemy jeszcze zgrać się :)
Dużo się dzieje,a czasu bardzo mało. Niemniej jednak postaram się pisać częściej, w przyszłym tygodniu wracamy też do domu do Lublina - będzie okazja do ponagrywania filmików i może w końcu uda mi się coś zmontować! :)
Dziś zrobiłam jedno z najpiękniejszych zdjęć w mojej 'karierze'. Nie, nie zostało zrobione sprzętem wartym X tys., nie wyróżnia się też arcyciekawym kadrem, kompozycją, czy oryginalnością. Jest to zwykły pstryk zrobiony komórką. Ale jest na nim obrazek wyjęty wprost z moich snów i marzeń, scenka, która jeszcze kilka miesięcy temu przewijała mi się przez myśli wielokrotnie: mój Lucky przytulony do mojego czekoladowego borderka :) Nie jest to częsty widok, powiedziałabym nawet że bardzo rzadki, więc tym bardziej cieszy :))
A jakie jest Twoje najlepsze zdjęcie? ;))
Kolejna ponad 10-godzinna podróż nad morze za nami! Za każdym razem jestem pod wrażeniem bezproblemowości szczeniaka podczas tylu godzin jazdy, jest idealna!
Już w czwartek zawitałyśmy do Gdańska, by w piątek pomóc w rozkładaniu pola na DCDC, a w weekend oglądać zmagania uczestników startujących w zawodach. W międzyczasie - spacery z Hodowczynią na plażę i nie tylko, rozmowy, zdjęcia, dużo śmiechu i totalny wakacyjny chillout :)
Pani Chochlina nie bardzo pała miłością do wody ;) Tak więc kąpieli i pływania nie było ;) Za to bieganie wzdłuż plaży - czemu nie!
DCDC minęło baaardzo szybko! Co prawda pogoda nie dopisała, większość czasu padał deszcz, ale były też momenty słoneczka. Najlepsze jednak było to, że mogłam spotkać się z dawno widzianymi znajomymi, poznać kilka nowych genialnych osób - ogólnie było duuużo spacerów, rozmów i dopingowania znajomym startującym w zawodach :D
Co na plus? Odwoływanie! Niezależnie gdzie torpedka biegnie, niezależnie jak szybko, hasło wróć jest magiczną komendą oznaczającą natychmiast-robię-w-tył-zwrot-i-biegnę-do-pańci :) Mamy za to problem nadmiernego zainteresowania frisbee, tudzież pieskami które biegną za frisbee czy piłką... dopóki jest w klatce, tudzież bannery zasłaniają jej widoki jest w porządku - gorzej jak widzi, że coś się dzieje...
Z Vigo:
W uzupełnieniu do poprzedniego posta - młoda waży 10,5kg w wieku 5 miesięcy :) Jest leciutka i malutka (a już myślałam że mi wyrośnie na olbrzymka ;) ), ale przystopowała już i nie rośnie tak intensywnie jak do tej pory. Jest bardzo szybka i skoczna, zbiera przez to same pochwały od różnych osób, a ja puchnę z dumy (i jednocześnie modlę się, bym niczego nie popsuła ;) ).
No i co tu dużo mówić, jest dokładnie taka jaka miała być - z charakteru, z wyglądu - oby jeszcze zdrowie dopisało i będzie ideał! :))
Przy okazji, zapraszam na naszą stronę, która od dawna wisi w sieci, ale dopiero niedawno przeszła remont wyglądu i uzupełnienie treści ;)
NASZA STRONA <kliknij>






